


Mieszkańcy gminy Fredropol, leśnicy, przyrodnicy i posłowie z sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa debatowali w środę, 23 października, o przyszłości Pogórza Przemyskiego.
W świetlicy wiejskiej w Nowych Sadach spotkało się blisko 150 osób. Tematem rozmów miało być wprowadzone przez rząd i przedłużone niedawno moratorium na wycinkę cennych przyrodniczo lasów Pogórza Przemyskiego. W praktyce rozmawiano jednak głównie o planach powstania Turnickiego Parku Narodowego.
Spotkanie zorganizowano z inicjatywy szefowej Komisji, posłanki Magdaleny Filiks oraz radnej gminy Fredropol, mieszkającej w Nowych Sadach Agaty Czyżowskiej. Współorganizatorem debaty były też Lasy Państwowe, których obowiązkiem było przeprowadzenie konsultacji społecznych w sprawie wspomnianego moratorium. Do świetlicy w Nowych Sadach, oddalonej ledwie kilkaset metrów od polsko-ukraińskiej granicy, przyjechało 15 parlamentarzystów, m.in. Marek Jakubiak i Klaudia Jachira.
„Z dziada pradziada żyjemy z lasu”
Debata miała dotyczyć głównie zakazu wycinki lasów Pogórza Przemyskiego i Bieszczadów. Na terenie zarządzanych przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Krośnie zakaz dotyczy aktualnie 12 tys. hektarów cennych przyrodniczo terenów (do czerwca było to nawet 18 tys. ha). W praktyce spotkanie przerodziło się jednak w starcie zwolenników i przeciwników powstania Turnickiego Parku Narodowego.
Posłanki i posłowie z Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska mieli więc okazję usłyszeć, co o planach wprowadzenia dodatkowych form ochrony przyrody sądzą mieszkańcy, często bezpośrednio lub rodzinnie związani z przemysłem leśnym.
– Od kilku pokoleń, z dziada pradziada, pracujemy w lasach – mówił w jednym z pierwszych wystąpień Mariusz Bachurski, mieszkaniec gminy Fredropol. – Aktywiści żyją z nie wiadomo czego. Przyjechali tu z innych miejsc w kraju, z jakąś ideologią i chcą ją narzucić wszystkim – żalił się parlamentarzystom, zbierając brawa od – w większości przychylnej podobnym głosom – sali.
W trakcie spotkania można było jednak odnieść wrażenie, że większość posłów, szczególnie tych związanych z Prawem i Sprawiedliwością oraz Konfederacją, również przyjechała na spotkanie z określoną ideologią. Posłowie straszyli mieszkańców wizją zagłady ekonomicznej tych terenów, po wprowadzeniu Turnickiego Parku Narodowego.
W takim duchu przemawiali m.in. Teresa Pamuła, Maria Kurowska czy Dariusz Piontkowski. – Mam wrażenie, że szanowni państwo pomylili cel spotkania – zwróciła się w pewnym momencie do parlamentarzystów Anna Grad Mizgała, radna i mieszkanka Przemyśla. – To nie jest Sejm, nie jesteście tu po to, by powtarzać ogólnikowe frazesy, by tylko podsycać lęk mieszkańców przed nową dla nich formą przyrody. Mieszkańcy zaprosili Was tu po to, byście przede wszystkim wysłuchali, co oni mają Wam do powiedzenia.
„Czujemy się pominięci przez władzę”
– Nie dziwię się że ludzie mieszkający na Pogórzu się boją – podsumowała spotkanie Anna Grad Mizgała. – Zmieniają się warunki życia, jest niepewność, czy i jak odnajdą się w innej rzeczywistości, czy sobie poradzą finansowo. Rolą posłów jest rzetelne informowanie społeczeństwa, nie snucie baśni z mchu i paproci, dlatego zabrałem głos na tym spotkaniu i zwróciłam parlamentarzystom uwagę.
Zdaniem zwolenników powstania Turnickiego Parku Narodowego spotkanie niewątpliwie było jednak potrzebne. – Było świetne, bo dało mi, jako społecznikowi działającemu na miejscu, platformę do dyskusji z mieszkańcami, z którymi nie mam okazji porozmawiać w czasie „regularnych” działań – ocenia Wojciech Obłoza, społecznik związany z Fundacją Dziedzictwo Przyrodnicze.
Wojciech Obłoza zbudowany jest też postawą mieszkańców, reprezentujących czasem skrajnie różne poglądy: – Mimo usilnych prób upolitycznienia sporu ze strony posłów, „lokalsi” nie dali się w to wciągnąć. W temacie relacji społeczność – rząd mieli właściwie identyczne zdanie: wszyscy jednomyślnie czują się pominięci przez władzę…
„Konieczna nowa strategia rozwoju”
Trudno streścić dokładnie blisko 2,5-godzinne spotkanie, ale nie ma po nim żadnych wątpliwości, że ludzie z natury są konserwatywni. Boją się zmian. Receptą na to i jedynym sensownym rozwiązaniem jest działanie z otwartą przyłbicą, nieustanny dialog i cierpliwe przekonywanie do idei Turnickiego Parku Narodowego.
Konieczne jest także realne wsparcie dla gmin z tych terenów. Nie tylko finansowe (już po wprowadzeniu nowych form ochrony przyrody), bo ono zostało już zapewnione ustawą, trzy dni wcześniej podpisaną przez prezydenta Andrzeja Dudę.
– Konieczne jest wdrożenie zupełnie nowej strategii rozwoju tych terenów – podkreślał Sławomir Serafin, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. – Strategii opartej na rozwoju produktów turystycznych, turystyki aktywnej: pieszej, biegowej i rowerowej, ale też np. turystyki religijnej, nakierowanej już na zupełnie innego klienta. Są na to środki zewnętrzne – mówił Serafin.
Mieszkańcy od lat podkreślają jednak, że warunkiem koniecznym np. do rozwoju bazy noclegowej jest nie tylko znalezienie środków na wsparcie rozwoju agroturystyki. Trzeba zacząć od spraw elementarnych, czyli np. od rozwoju infrastruktury, od budowy wciąż nieobecnej w wielu miejscach sieci wodociągowo-kanalizacyjnej. Bez tego typu inwestycji rozwój agroturystyki, rozwój bazy gastronomicznej czy nowych usług transportowych, jest zwyczajnie niemożliwy.
Choć dość słabo wybrzmiało to na spotkaniu, wszyscy wychodzili z wiejskiej świetlicy z poczuciem, że warto było przyjechać do Nowych Sadów. Tworzy się bowiem przestrzeń do dialogu. Przestrzeń, z której w przyszłości może narodzić się na Pogórzu Przemyskim coś bardzo wartościowego – coś o ogromnym znaczeniu także dla Przemyśla i całego naszego subregionu.





