Mieszkańcom Przemyśla i okolicznych gmin coraz trudniej znaleźć dogodne połączenia autobusowe. Choć rozwój zrównoważonego transportu – w tym komunikacji publicznej – jest jednym z priorytetów inwestycyjnych Unii Europejskiej, nie wygląda na to, by Przemyśl faktycznie chciał skorzystać z funduszy unijnych. Sprawdziliśmy – nie ma żadnego dialogu między miastem a okolicznymi gminami w temacie planu zrównoważonej mobilności i innych rozwiązań, które docelowo mogłyby rozładować korki w Przemyślu.
Pani Maria jest emerytowaną nauczycielką, mieszka w centrum Przemyśla. Ma dwoje dzieci lecz one od lat pracują we Wrocławiu. W zeszłym roku chciała wybrać się na koncert muzyki klasycznej – orkiestrę pod batutą Zdzisława Krasnodębskiego na forcie Salis Soglio. We wrześniu chętnie zobaczyłaby Festiwal Derenia w Bolestraszycach, zwiedziłaby też nową ekspozycję na forcie Duńkowiczki. Ale omijają ją te atrakcje, bo nie jeździ samochodem i nie ma jak dostać się we wspomniane miejsca.
– W moim przypadku to może jakieś kulturalne fanaberie, ale sąsiadka ma bliska osobę w szpitalu w Żurawicy – opowiada nam pani Maria. – Odwiedziny w weekend, ze względu na bardzo rzadko kursujące busy, możliwe są więc wtedy, gdy zdecyduje się wydać kilkadziesiąt zł na podróż Boltem lub taksówkami. Z jej emeryturą to naprawdę spory wydatek.
Na brak dobrze zorganizowanego transportu publicznego narzekają też mieszkańcy gminy Żurawica. Pani Halina mieszka w Wyszatycach. Gdy chciała odwiedzić siedzibę ZUS, musiała najpierw dojechać busem do centrum. Później czekać kilkadziesiąt minut na przystanku, przesiąść się na MZK (linię nr 16) i wysiąść koło Lidla na Zasaniu. Bus – choć przejeżdża przez te okolice – nie może bowiem zatrzymywać się na zdecydowanej większości przystanków w mieście.
SPRAWDZAMY WYDATKI GMIN
Podobnych historii moglibyśmy przytoczyć mnóstwo. Wykluczenie komunikacyjne jest realnym problemem. Szczególnie w przypadku seniorów, którzy – nawet jeśli posiadają prawy jazdy – nie czują się już bezpiecznie i komfortowo za kółkiem. Ale ten problem dotyka też uczniów czy osoby z mniej zamożnych rodzin. Bo nawet jeśli większość z nas stać na prawo jazdy i samochód, to regularne wydatki na paliwo, szczególnie przy dojazdach z miejscowości oddalonych 20-30 km od miasta, są sporym obciążeniem dla budżetów domowych.
Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak okoliczne gminy i miasto Przemyśl walczą z wykluczeniem komunikacyjnym. Wnioski, niestety, nie są zbyt optymistyczne. Najlepiej – pod względem wydatków na organizację transportu publicznego (w przeliczeniu na jednego mieszkańca) oraz realnych bądź planowanych działań – wypadła gmina wiejska Przemyśl. Nie najgorzej gmina Medyka. Dość słabo na ich tle wygląda gmina Żurawica, a zdecydowanie najgorzej gmina Krasiczyn.
Łączne wydatki gminy Krasiczyn na organizację zbiorowego transportu publicznego (jedno z zadań własnych samorządu) to w tym roku 127 tys. zł (w 2024 roku: 117 tys. zł). Gmina Żurawica wydaje na ten cel 350-400 tys. zł rocznie. Kwota 120-150 tys. zł to dopłaty do biletów szkolnych, niecałe 250 tys. zł – do biletów ulgowych dla seniorów. Pieniądze trafiają głównie do PKS Przemyśl.
Co ważne: w wyliczeniach nie uwzględniamy dopłat dla prywatnych przewoźników, w ramach rządowego Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych (FRPA). Gminy pełnią tu bowiem rolę „przekaźnika” pieniędzy – po otrzymaniu tych środków od wojewody transferują je na konta firm przewozowych. W przypadku gmin Żurawica i Krasiczyn to kwoty, odpowiednio, ok. 700 i 760 tys. zł rocznie.
NIKT NIE NARZEKA?
Wspomniane dopłaty z FRPA trochę ratują całościowy obraz transportu publicznego. Sekretarz gminy Krasiczyn Monika Kozak przekonuje nawet, że… – Nie mamy, jeżeli chodzi o naszą gminę, jakichś utyskiwań czy skarg, że gmina jest nieskomunikowana, nie ma odpowiedniej ilości busów, czy że źle jest ułożony rozkład jazdy.
Większe pieniądze od Żurawicy i Krasiczyna – w przeliczeniu na jednego mieszkańca – wydaje na organizację transportu zbiorowego gmina Medyka. W tym przypadku zaliczamy też władzom na plus fakt, że mieszkańcy – przemieszczając się w granicach gminy busami prywatnych przewoźników, dotowanymi z budżetu Medyki – mogą podróżować za 1 grosz.
To sytuacja w naszym regionie dość rzadka, bo postulat darmowych czy prawie darmowych przejazdów często jest wyśmiewany przez włodarzy miast. Choć na przykład w Przemyślu – przy kosztach spółki MZK wynoszących 23,4 mln zł i przychodach ze sprzedaży biletów rzędu ledwie 4,6 mln zł (dane za 2024 rok) – być może warto byłoby rozważyć, czy darmowa komunikacja nie rozładowałaby częściowo korków w mieście.
CHLUBNY WYJĄTEK
Zdecydowanie najlepiej w całym zestawieniu wypada gmina wiejska Przemyśl. Na dofinansowanie transportu publicznego wydaje ona blisko 1,14 mln zł. Zamierza wydawać jeszcze więcej bo od stycznia 2026 roku, na mocy porozumienia międzygminnego z miastem, linie MZK będą ponownie obsługiwać południowo-wschodnią część gminy (Nehrybkę, Witoszyńce i Stanisławczyk).
Skąd powrót do usług MZK? – Takie było oczekiwanie mieszkańców – tłumaczy zastępczyni wójta gminy Przemyśl Agnieszka Skowronek – Mieszkańcy chcieli, by jedna i druga część gminy, czyli tego naszego obwarzanka, była tak samo traktowana. Jeżeli ktoś z Ostrowa wsiada w Ostrowie i może sobie wysiąść na każdym przystanku w Przemyślu, to dlaczego ktoś z drugiej części gminy – także płacąc za bilet i korzystając z przewozów dotowanych przez nas – nie może wysiadać tam gdzie chce, tylko musi dojechać do centrum, przesiadać się i korzystać z usług różnych przewoźników? – tłumaczy Agnieszka Skowronek.
To główny powód, dla którego władze gminy – zamiast przetargów na świadczenie usług w zakresie lokalnego transportu zbiorowego i zamiast wyboru prywatnych przewoźników – wybrały porozumienie międzygminne z miastem. Mimo wyższych kosztów usług MZK. Celem było jednak zwiększenie komfortu mieszkańców. Ten ruch wpisuje się także w strategię niskoemisyjnego, zrównoważonego transportu publicznego, przyjętą przez miasto i okoliczne gminy.
To dobra wiadomość także dla Przemyślan, bo istnieje tu prosta zależność. Im lepsze i wygodniejsze dla mieszkańców okolicznych gmin rozwiązania w zakresie transportu publicznego, tym mniej aut na arteriach prowadzących do miasta i tym mniejsze korki w samym mieście. O tym, czy tego typu inwestycje faktycznie mogą rozwiązać problem korków w Przemyślu, oraz o tym jakie są inne sposoby na problemy komunikacyjne miasta i okolicznych gmin, przeczytacie więcej w naszym wywiadzie z Agnieszką Skowronek.
SAMOWYKLUCZENIE TURYSTYCZNE
Wspomniana decyzja gminy wiejskiej Przemyśl to pierwszy od wielu lat ruch, który odwraca bardzo negatywny dla Miejskiego Zakładu Komunikacji w Przemyślu trend likwidowania linii MZK z i do podprzemyskich gmin. Trend, który niewątpliwie uderza w mieszkańców miasta i innych gmin w Miejskim Obszarze Funkcjonalnym (MOF Przemyśl).
W ostatnich trzydziestu latach zlikwidowano niemal wszystkie linie MZK łączące miasto z miejscowościami pod Przemyślem. Starsi mieszkańcy miasta pamiętają jeszcze linie nr 5 i 10, którymi można było dojechać do Krasiczyna, „dwójkę” kursującą do Żurawicy, czy „trójkę”, którą można było dojechać do Bolestraszyc. Z dniem 1 stycznia 2023 roku Rada Gminy Żurawica zrezygnowała z dotowania ostatnich połączeń MZK, łączących miasto z Buszkowicami i Buszkowiczkami. Krasiczyn dotuje jedynie – kwotą blisko 28 tys. zł rocznie – kursy do Prałkowiec.
Na brak linii MZK do Krasiczyna czy do Bolestraszyc narzekają przemyscy seniorzy, szczególnie ci po 70 roku życia. – Gdyby istniały takie połączenia, moglibyśmy przecież za darmo dojeżdżać do bardzo atrakcyjnych turystycznie miejsc, do parku w Krasiczynie czy arboretum w Bolestraszycach i spędzać wolny czas w pięknym otoczeniu przyrody. Teraz to zawsze dodatkowy wydatek – zauważają panie zaangażowane w działalność Przemyskiej Rady Seniorów.
Na brak dogodnego transportu do wspomnianych wyżej, atrakcyjnie turystycznych miejsc narzekają też turyści. – Przemyśl ma bardzo dogodne połączenia kolejowe z całą Polską, od niedawna też z wieloma miastami Europy Zachodniej. Sporo osób przyjeżdża tu więc koleją i w tej sytuacji musi rezygnować z wypadu w okolice – zauważa jeden z przedsiębiorców z branży turystycznej. Ten problem podnosi też Strategia Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych przyjęta w kwietniu 2025 roku, o której piszemy jeszcze niżej. Kiepsko funkcjonujący transport publiczny to poważne ograniczenia w rozwoju turystyki i gospodarki miasta i okolicznych gmin.
PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI
Gdy zapytaliśmy sekretarz gminy Krasiczyn Monikę Kozak, dlaczego gmina nie jest chętna współpracować z miastem i z MZK, usłyszeliśmy: – Ogłaszamy przetargi na świadczenie usług w zakresie lokalnego transportu zbiorowego, MZK się do nich nie zgłasza. Ostatnio zgłosił się tylko jeden wykonawca… To jest już wola przewoźników, jak i gdzie chcą jeździć – twierdzi Monika Kozak.
Zauważamy, że to dość absurdalne stawianie sprawy, bo MZK nie ma szans konkurować w przetargach z prywatnymi przewoźnikami, choćby z uwagi na znacznie lepszy, przystosowany do przewozu osób niepełnosprawnych tabor, bezpłatne bilety dla seniorów po 70 roku życia i wiele innych czynników. Dodatkowo formą współpracy gmin z miastami są porozumienia międzygminne, nie przetargi. Monika Kozak prosi wówczas o szczegółowe pytania na piśmie. Wysyłamy więc szereg pytań, po czym dostajemy lakoniczne odpowiedzi w stylu: „Wybór operatora następuje zgodnie z art. 275 ustawy prawo zamówień publicznych, cyt.: „Zamawiający udziela zamówienia w trybie podstawowym, w którym w odpowiedzi na ogłoszenie o zamówieniu oferty mogą składać wszyscy zainteresowani wykonawcy.”
Prosiliśmy też o wywiad wójta Gminy Żurawicy Tomasza Szeleszczuka. Obiecał ustosunkować się do naszych pytań i wątpliwości na piśmie, zapytaliśmy więc m.in. o tę kwestię:
Gminy, także gmina Żurawica – choćby poprzez cykl płatnych publikacji w Życiu Podkarpackim – reklamują się ze swoimi atrakcjami, Związek Gmin Fortecznych zainwestował dziesiątki milionów złotych (w ramach środków z Polskiego Ładu) w forty, głównie w fort Duńkowiczki, ale z uwagi na brak lub bardzo słabą w weekendy organizację zbiorowego transportu publicznego spora grupa mieszkańców nie jest w stanie do tych atrakcyjnych miejsc dojechać… Czy gmina ma jakiś pomysł na to, by – samodzielnie lub w ramach Związku Gmin Fortecznych – organizować transport publiczny do atrakcji turystycznych, szczególnie w wakacje i w weekendy? Czy w ślad za inwestycją dziesiątek milionów złotych w forty, jest szansa na zwiększenie ich dostępności dla niezmotoryzowanych mieszkańców i turystów?
Od ponad tygodnia czekamy na odpowiedź, gdy ją otrzymamy zaktualizujemy tekst. Szereg pytań zadaliśmy też na piśmie sekretarzowi gminy Medyka, od trzech tygodni czekamy na odpowiedź… Wygląda na to, że gminy traktują pytania o transport publiczny, tak jak traktują sam transport publiczny. Czyli mają to w głębokim poważaniu i nie widzą konieczności żadnych dodatkowych działań w tym zakresie.
RZĄD WSPIERA PRZEWOŹNIKÓW
Konieczność działań dostrzegł na szczęście rząd i Unia Europejska. Kilka lat temu Sejm przyjął ustawę o wspomnianym już Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, w celu walki z wykluczeniem komunikacyjnym mieszkańców wsi. Pozwala on wojewodom dotować lokalnych przewoźników. Warunek? Muszą uruchomić linię autobusową na trasie, na której przez minimum trzy miesiące nie było możliwości przemieszczania się busami czy autobusami.
Niestety, z tego funduszu nie mogą korzystać wszyscy przewoźnicy. Miejskie zakłady komunikacji (MZK, ZTM itd.), które realizują przewozy w ramach komunikacji miejskiej, nie są adresatami FRPA – nie mogą ubiegać się o dopłaty z tego funduszu dla swoich standardowych linii. Szkoda, bo to być może mogłoby poprawić trudną kondycję finansową spółki.
Rozwiązaniem dla MZK są tylko porozumienia międzygminne, a tych brakuje… Współpraca okolicznych gmin z miastem, w zakresie zbiorowego transportu publicznego, prawie nie istnieje.
Potwierdza to nieoficjalnie jeden z wyższych urzędników gminy Żurawica. – Dlaczego MZK nie wozi naszych mieszkańców? Bo miasto rozmawia z nami z pozycji siły. Nie ma dialogu. Choć ceny miejskiego przewoźnika są 3-4 razy wyższe niż przewoźników prywatnych, słyszymy: „albo chcecie i płacicie, albo zrywamy umowę”. W rezultacie tracą na tym wszyscy… Także nasi mieszkańcy, bo korzystając z PKS-u czy busów nie mogą przecież wysiąść na wielu przystankach w mieście, tam gdzie byłoby im najwygodniej.
Z tej sytuacji korzystają oczywiście prywatni przewoźnicy. Przede wszystkim Eurobus, obsługujący najwięcej połączeń w powiecie przemyskim i czerpiący duże zyski z obsługi tras, głównie z dotacji do biletów szkolnych, do ulg dla seniorów oraz z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Kondycja Miejskiego Zakładu Komunikacji od lat natomiast słabnie (także wskutek pewnych zaniechań władz miasta).
SZANSA NA FUNDUSZE UNIJNE
Mamy więc sytuację, w której z każdym rokiem rosną korki, kuleje transport publiczny, a przewoźników typu MZK czy PKS wypierają prywatni przewoźnicy. Nie tylko Eurobus czy Dami-Trans, ostatnio także Bolt i Uber. To zupełnie nie dziwi, gdy tylko spojrzymy na Strategię Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego MOF Przemyśl, przyjętą ponad dekadę temu. Rozwojowi transportu publicznego poświęcono w niej ledwie jeden akapit:
„Infrastruktura drogowa i kolejowa wpływa na dostępność gmin MOF Przemyśl dla pasażerów komunikacji publicznej. System transportu zbiorowego opiera się głównie na transporcie autobusowym, przy czym środek ciężkości wyraźnie przesuwa się w stronę sektora prywatnego. Funkcjonuje bardzo dużo prywatnych firm przewozowych, które obsługują lokalne linie komunikacyjne oraz biegnące do innych miejscowości województwa podkarpackiego.”
Co ciekawe, w pierwotnej wersji dokumentu znalazło się w tym akapicie jeszcze jedno zdanie: „Pomimo dobrze rozwiniętej sieci drogowej dostępność komunikacji prywatnej jest niezadowalająca”. Ale w ostatecznej wersji, przyjętej przez Radę Miejską w Przemyślu, to zdanie zniknęło. Zupełnie jakby ktoś uznał, że transport zbiorowy zapewniany przez prywatne firmy przewozowe jest jednak zadowalający i nie ma sensu myśleć o rozwijaniu komunikacji publicznej, o współpracy międzygminnej w tym zakresie, czy też o działaniach, które być może nie doprowadziłyby do tego, co widzimy dziś – totalnego zakorkowania miasta w godzinach szczytu.
W tym roku przyjęto kolejną strategię dla obszaru miasta i okolicznych gmin, pod nazwą „Zintegrowane Inwestycje Terytorialne MOF Przemyśl”. Daje ona nadzieję na rozwój transportu publicznego, odpowiada bowiem na jeden z najważniejszych priorytetów Unii Europejskiej w obecnej perspektywie finansowej: „Strategie niskoemisyjne, w tym zrównoważony transport”.
Zrównoważony transport to przede wszystkim rozwój publicznego transportu zbiorowego oraz rozwój alternatywnych form przemieszczania się, np. sieci dróg rowerowych. To jedyna sensowna odpowiedź na zanieczyszczenie centrów miast spalinami, na korki, wreszcie – na wykluczenie komunikacyjne osób starszych.
W strategii czytamy m.in, że „rozwinięty oraz zintegrowany system transportu publicznego stanowi jeden z podstawowych elementów rozwoju danego obszaru” – także rozwoju gospodarczego i turystycznego. Znajdujemy tam również ciekawe dane dotyczące „usamochodowienia” naszego subregionu:
Liczba funkcjonujących obecnie w MOF połączeń autobusowych i kolejowych jest obecnie niewystarczająca, przez co część mieszkańców (szczególnie seniorów i mieszkańców obszarów wiejskich) jest wykluczona komunikacyjnie. Dotyczy to np. gmin: Żurawica, Medyka i Przemyśl, które charakteryzują się najmniejszym zagęszczeniem przystanków autobusowych – przekłada się to na niższą dostępność transportu zbiorowego. Wpływa to także na szczególnie wysoki wskaźnik liczby samochodów w stosunku do liczby mieszkańców – w 2022 r. na 1 000 mieszkańców powiatu przemyskiego i Miasta Przemyśl przypadało 782 samochodów osobowych, a więc więcej niż w województwie (634) i kraju (701). W latach 2018-2022 liczba samochodów w Mieście Przemyśl i powiecie przemyskim wzrosła łącznie o 3,9%, przy jednoczesnym spadku liczby mieszkańców w tym czasie (-5,5%). Rosnące natężenie ruchu samochodowego zmniejsza przepustowość poszczególnych dróg i wpływa negatywnie na jakość środowiska naturalnego (emisja liniowa zanieczyszczeń powietrza, szybsza degradacja nawierzchni dróg, zwiększony hałas komunikacyjny itp.). Natężenie ruchu drogowego w dużej mierze przekłada się również na poziom bezpieczeństwa jego uczestników.
Przyjęty w tym roku przez Radę Miejską w Przemyślu dokument jasno wskazuje priorytety, które są odpowiedzią na zdiagnozowane, przytoczone wyżej problemy. To m.in. „nowe linie komunikacyjne [które] będą wymagały zawarcia nowych porozumień międzygminnych”.
STRATEGIA SCHOWANA DO SZUFLADY?
Niestety. wiele wskazuje na to, że plany rozwoju publicznego transportu zbiorowego mogą pozostać na papierze. Skąd ten wniosek? Przyjęta w kwietniu tego roku Strategia Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych przywołuje Plan Zrównoważonego Rozwoju Publicznego Transportu Zbiorowego dla Miasta Przemyśla na lata 2021-2030, obejmujący Miasto Przemyśl oraz gminy: Krasiczyn i Żurawica. A w nim zapis:
Istotna jest przy tym współpraca wszystkich partnerskich gmin oraz integrowanie systemu transportowego, do czego pierwszym krokiem może być opracowanie Planu Zrównoważonej Mobilności Miejskiej (SUMP) dla MOF Przemyśl.
To plan na lata 2021-2030, tymczasem mamy już prawie półmetek tej dekady, a miasto i okoliczne gminy dotąd nie zrealizowały zapisanego tam pierwszego kroku… O Planie Zrównoważonej Mobilności Miejskiej (SUMP) prezydentowi miasta od blisko trzech lat regularnie przypominają radni poprzedniej i obecnej kadencji: Paweł Kaniecki, Liliana Kalinowska, Anna Grad-Mizgała. Mimo to miasto do dziś nie zabezpieczyło środków finansowych na jego opracowanie. To może w niedalekiej przyszłości. uniemożliwić sięgnięcie po fundusze unijne.
Dlaczego dotąd nie mamy SUMP? Prezydent Wojciech Bakun najpierw tłumaczył się chęcią sięgnięcia po dotację na ten cel, szukaniem środków zewnętrznych. Ostatnio zaś, w jednym z komentarzy na facebooku przekonywał, że wina leży po stronie okolicznych gmin, które nie chcą partycypować w kosztach jego opracowania.
Zapytaliśmy więc gminę wiejską Przemyśl, gminę Krasiczyn, gminę Żurawica i gminę Medyka o to, czy toczył lub toczy się jakikolwiek dialog w tym temacie. Zastępczyni wójta gminy Przemyśla: – O ile mi wiadomo, nie toczą się żadne rozmowy w sprawie opracowania SUMP – mówi nam Agnieszka Skowronek. Wójt gminy Krasiczyn, Krzysztof Dobrowolski:
„Na chwilę obecną nie są prowadzone rozmowy dotyczące współpracy w temacie transportu z gminami ościennymi”.
Wójt gminy Żurawicy Tomasz Szeleszczuk i sekretarz gminy Medyka Grzegorz Gągola nie odpowiedzieli dotąd na nasze pytania.
Wygląda więc na to, że prezydent Przemyśla mija się z prawdą. Z braku rozmów, dialogu i współpracy między miastem a okolicznymi gminami można wnioskować, że rozwój transportu publicznego nie jest dla lokalnych samorządowców priorytetem.
Skutki tego zaniechania są już mocno widoczne. To coraz gorzej funkcjonujący transport publiczny, coraz większe korki. A w niedalekiej przyszłości prawdopodobnie zaprzepaszczenie szans na pozyskanie funduszy unijnych, które pomogłoby rozwijać alternatywne dla samochodów środki transportu.
Bez SUMP – planu, w którym znalazłaby się diagnoza ruchu i potrzeb mieszkańców, diagnoza problemów, a także pomysły na całościowe rozwiązanie problemów korków i komunikacji w mieście – szanse na pozyskanie dostępnych środków unijnych będą iluzoryczne. Można założyć więc, że tak jak już tkwimy, tak i w przyszłości będziemy tkwić w coraz większych korkach na ulicach Przemyśla.






