Wojciech Bakun niczym Nicolae Ceaușescu – obsesyjnie dążący do spłaty długów. Brak realizacji jakiejkolwiek strategii lub wizji rozwoju Przemyśla. Znikome inwestycje w obszary, które mogłyby odwrócić trend zwijania się miasta… Komentujemy przyjęty w poniedziałek, 15 grudnia, budżet na przyszły rok.
Tekst: Andrzej Orzechowski
W tym tygodniu Rada Miejska przyjęła najważniejszy dokument, określający plan działań na przyszły rok. Za budżetem zagłosowało ośmiu radnych proprezydenckiego klubu Wspólnie dla Przemyśla, czworo radnych PiS (Rafał Kijanka, Robert Bal, Bartłomiej Barczak i Paweł Bugera) oraz Ewa Sawicka i Grażyna Stojak (wyrzucone z klubu lub zawieszone w klubie KO). Wstrzymała się większość Klubu Radnych Koalicji Obywatelskiej (Anna Grad-Mizgała, Ryszard Kulej, Jerzy Krużel i Paweł Rząsa), a także Maciej Kamiński i Stanisław Surma (PiS) oraz Piotr Krzeszowski i Janusz Zapotocki (radni niezaleźni). Przeciw była radna Liliana Kalinowska (KO).
Procedowanie budżetu poprzedziły spotkania komisji Rady Miejskiej, które – jak zwykle – okazały się bardziej merytoryczne niż pełna napięć i pyskówek sesja budżetowa. Choć na przykład odbywające się we wtorek, na dużej sali obrad, wspólne posiedzenie największych i najważniejszych Komisji Rady (Gospodarki Miejskiej oraz Inwestycji i Pozyskiwania Funduszy Unijnych) rozczarowało.
Radnym niespecjalnie chciało się wykorzystać obecność prezydenta Wojciecha Bakuna i jego zastępców, a także ośmiu naczelników wydziałów i dyrektora Zarządu Dróg Miejskich. Dyskusja nad budżetem (po prezentacji dokumentu przez skarbnik miasta Monikę Czuryk) trwała zaledwie… 29 minut. Z czego większość poświęcono rozwiązaniom nieistniejącym w budżecie, takim jak Plan Zrównoważonej Mobilności, tzw. SUMP (piszemy o nim jeszcze niżej), czy… system wypożyczania rowerów miejskich, którego – jak wynikało ze słów Wojciecha Bakuna – raczej za jego kadencji nie doczekamy.
Sesja? Przewidywalna do bólu
W poniedziałek, 15 grudnia, na sesji Rady Miejskiej dyskusja trwała już znacznie dłużej. Radni opozycji krytykowali budżet a radni koalicji byli oczywiście zachwyceni dokumentem. Rafał Kijanka, w imieniu klubu Radnych PiS, obwieścił:
Ten budżet jest bardzo dobrze przygotowany. Wiele miast mogłoby marzyć o takim budżecie!
Wtórował mu Robert Bal i radni klubu Wspólnie dla Przemyśla, podkreślając przede wszystkim odpowiedzialną politykę finansową miasta. Przemyśl, który już od trzech lat jest najmniej zadłużonym miastem na prawach powiatu w Polsce, będzie jeszcze mniej zadłużony. Miasto zaplanowało na przyszły rok 14 mln zł nadwyżki budżetowej. W całości przeznaczy ją na spłatę kredytów. Tym samym, na koniec 2026 rok dług Przemyśla spadnie do 15% rocznych dochodów.
To wskaźnik zupełnie niespotykany w Polsce. Dla porównania – na koniec 2024 roku zadłużenie Stalowej Woli przekroczyło 48% dochodów miasta, Krosna – aż 55%. Stolica województwa? Jedyne miasto w regionie, które się rozwija i nie wyludnia? Na koniec 2026 roku Rzeszów planuje ok. 1,58 mld zł długu przy dochodach rzędu 2,537 mld zł. Mimo sporego zadłużenia prezydent Konrad Fijołek w przyszłym roku planuje deficyt zamiast nadwyżki. I to spory – bo wynoszący 137 mln zł (blisko 5% dochodów miasta).
Od tego zacznijmy więc może nasz komentarz, czyli siedem grzechów głównych budżetu miasta Przemyśla na 2026 rok.
1. Prezydent Bakun niczym Nicolae Ceaușescu
Ale dlaczego Ceausescu, zapytacie? Bo to prezydent Rumunii w latach 80. XX wieku przyjął politykę, zmierzającą do całkowitej redukcji długu. W kwietniu 1989 roku Rumunia nie miała żadnego zadłużenia. Polityka ta była jednak katastrofalna w skutkach. Rumunia stała się, obok Albanii, najbiedniejszym krajem tzw. demoludów. Minęło ćwierć wieku nim zaczęła doganiać pod względem dochodów i zamożności inne, niegdyś biedniejsze od niej kraje Europy Środkowo-Wschodniej.
Oczywiście sytuacja jest pod wieloma względami nieporównywalna. Tu miasto, tam państwo. Tu samorząd, z kosztami obsługi długu rzędu 4-5%. Tam kraj zmagający się (jak PRL) z zadłużeniem w dewizach. Kraj, który chcąc spłacić długi musiał – realnie – oddać znacznie więcej niż pożyczył (taki był skutek polityki Paula Volckera, wieloletniego szefa FED – instytucji odpowiedzialnej za stopy procentowe w USA i za wysokie koszty obsługi długów w amerykańskich dolarach w latach 80. XX wieku). Mimo wszystko Ceausescu pozostaje do dziś smutnym przykładem na to, jak bezsensowne i antyspołeczne jest obsesyjne, oderwane od realiów społeczno-politycznych i reszty świata, spłacanie długów publicznych.
Bakun przyjął podobną politykę, co niestesty sprawia, że Przemyśl – na tle Rzeszowa, Stalowej Woli czy Krosna – za chwilę może wyglądać jak Rumunia w 1989 roku na tle ówczesnej Jugosławii, Czechosłowacji czy Węgier. Nie idźmy tą drogą.
Twarde dane, związane z tempem depopulacji, wskazują, że to zły kierunek. Przemyśl przez pierwszych 6 lat prezydentury Wojciecha Bakuna stracił 6,7 tys. mieszkańców – tyle, ile przez 16 lat prezydentury Roberta Chomy. Tempo wyludniania się jest przerażające, co ostatnio zresztą – na podstawie twardych danych GUS – udowadniał portal przemysl.naszemiasto.pl.
Dlaczego inne samorządy wybierają deficyty budżetowe i utrzymują dług na poziomie 35-60% dochodów miasta? Bo mogą pożyczać pieniądze relatywnie bardzo tanio, na 2-5% rocznie (w zależności od wysokości stóp procentowych), a ich dochody rosną nominalnie średnio dwa-trzy razy szybciej, w tempie 6-15% rocznie (w zależności od inflacji). W Przemyślu w 2026 roku dochody wzrosną o 11%. W praktyce więc… samorządom dług się opłaca. Realnie (nie nominalnie) oddają bowiem mniej pieniędzy niż lata wcześniej pożyczyli.
W Przemyślu wybrano politykę „Bądźmy najmniej zadłużonym miastem na prawach powiatu”. To brzmi oczywiście świetnie jako slogan wyborczy przyszłego kandydata ultraliberalnej gospodarczo partii, typu Konfederacja. Dla miasta oznacza jednak marazm i degradację.
2. Niskie wydatki na inwestycje
Tuż po przyjęciu budżetu prezydent Wojciech Bakun i koalicyjni radni zwołali konferencję prasową. Przewodnicząca Komisji Gospodarki Miejskiej, Monika Jaworska, obwieściła, że miasto będzie mieć w 2026 roku rekordowe wydatki na inwestycje. To nieprawda.
Planowane w budżecie wydatki inwestycyjne na 2026 rok to ponad 92 mln zł. W 2012 roku było to 98,8 mln zł, więc rok 2026 ani realnie, ani nominalnie, nie będzie rekordowy. Realnie zaś 98,8 mln zł w 2012 roku to… trzy razy więcej niż 92 mln zł w 2026. Oto jak wyglądały wydatki inwestycyjne Przemyśla w latach 2012-2025, mierzone liczbą średnich pensji w gospodarce rynkowej:

Na sesji budżetowej i na wspomnianej konferencji prasowej przewodniczący Rady Miejskiej Marcin Kowalski mówił jeszcze o dwóch możliwych inwestycjach: przebudowie ulic 22 Stycznia i Wybrzeże Jana Pawła II oraz ulicy Skorupki. Nawet jeśli miasto w 2027 roku znajdzie na to środki i przebuduje te drogi, to do realnego poziomu inwestycji z lat 2012-2014 wciąż będzie jeszcze daleko.
Nasuwa się też pytanie o jakość tych inwestycji. Czy zwykłe remonty blisko 30 ulic (za ponad 30 mln zł z programu Polski Ład) to równie ważne i pożyteczne inwestycje jak budowa od zera wschodniej i południowej obwodnicy Przemyśla? Można mieć sporo wątpliwości. Szczególnie, że w ramach wspomnianych środków z Polskiego Ładu – poza mostem im. Ryszarda Siwca – nie zbudowano np. ani metra ścieżki rowerowej.
Nie zlikwidowano też barier architektonicznych dla matek z dziećmi czy osób niepełnosprawnych. Sprawdzaliśmy projekty wykonawcze tych inwestycji. Ciągle – poruszając się np. chodnikiem, który przecinają prostopadłe do głównej arterii uliczki – musimy pokonywać 2-4-centymetrowe progi zjazdu i wjazdu na chodnik. Dla zwykłego przechodnia to oczywiście żaden problem. Dla matki z wózkiem czy osoby z niepełnosprawnością – codzienne, bezsensowne przeszkody mocno wpływające na komfort życia.
Może warto byłoby zacząć od tak drobnych ułatwień, zamiast szukać przyczyn braku dzietności – jak mówił na sesji budżetowej Robert Bal – w tym, że „promuje się związki partnerskie tej samej płci, a z tego dzieci nie będzie”. Na globalne zmiany kulturowe wpływu nie mamy. Na ułatwienie codziennego życia matkom z dziećmi i osobom z niepełnosprawnością – już tak.
3. Niskie wydatki ogółem
Zanim przejdę do szczegółowych pozycji w budżecie, jeszcze jedna istotna uwaga. Nie lubię tego sztywnego, budżetowego podziału na wydatki bieżące i wydatki majątkowe (inwestycyjne), więc do powyższego wykresu sam podchodzę z dużym dystansem.
Dlaczego ten podział jest irytujący? Posłużę się prostym przykładem. W Przemyślu inwestycją była… wymiana będącej w świetnym stanie kostki brukowej z chodników na ulicy Glazera na nową kostkę brukową (na szczęście stara kostka nie poszła w całości na przemiał, oddano ją pod parking przy Glazera 40). Czy to faktycznie działanie „inwestycyjne”, „prorozwojowe”? Nie sądzę.
W tym samym czasie, gdy Przemyśl wydaje ponad 30 mln zł na remonty dróg i chodników (rok 2025 i 2026), województwo podlaskie wydaje ok. 20 mln zł na turystykę. Cztery miliony złotych przeznaczyło w tym roku na trzy edycje Podlaskiego Bonu Turystycznego, drugie tyle na kampanię marketingową (outdoorową, prasową) „Podlaskie – Cisza i Spokój”. To kampania wizerunkowa, promująca turystykę slow, celująca w zamożnych turystów z dużych miast w Polsce, chcących uciec od zgiełku wielkiego miasta.
Według tego absurdalnego podziału na inwestycje („super wydatki”) i na wydatki bieżące (te gorsze), Przemyśl w ten sposób inwestuje, a Podlasie nie inwestuje. Oficjalnie więc te działania na Podlasiu to nie inwestycje, choć:
* pomysł Podlaskiego Bonu Turystycznego zaowocował liczbą… 5 472 materiałów publikowanych w mediach (w tym artykułów, publikacji, audycji), a ekwiwalent reklamowy z tego tytułu wyniósł 25,3 mln zł
* kampanie outdoorowe i prasowe sprawiły, że ruch turystyczny wzrósł o 40%, a liczba rezerwacji noclegów – o 51%
* każda złotówka wydana na turystykę w krótkim czasie przyniosła trzy razy większy zysk, a Podlasie okazało się niekwestionowanym zwycięzcą sezonu turystycznego.
Problemem Przemyśla tak naprawdę nie są więc niskie wydatki na inwestycje. Problemem miasta jest polityka oszczędności, austerity, a więc niskie wydatki w wielu obszarach – od promocji, przez turystykę, kulturę, ekologię i zrównoważony transport publiczny, po sport, zdrowie i rekreację. Bo tak naprawdę każda z tych dziedzin może być (choć nie musi) inwestycją nieporównanie ważniejszą od zwykłego remontu ulicy czy chodnika.
4. Niskie wydatki na kulturę
W 2023 roku Przemyśl przyjął nową strategię marki. Zdecydowano, że miasto będzie promować się jako „Otwarta scena” – ma być przestrzenią otwartą na kulturę, dialog i twórczą ekspresję. Kluczowym elementem tej strategii jest traktowanie miasta jak „sceny”, na której mieszkańcy, artyści i goście mogą współtworzyć dowolne wydarzenia.
Strategia podkreśla autentyczność, lokalne dziedzictwo oraz kreatywność mieszkańców i organizacji pozarządowych – mają to być fundamenty rozwoju marki. Niestety, tak jak w przypadku wielu innych dokumentów strategicznych (od strategii rozwoju turystyki, po zapisany w Strategii MOF Przemyśl rozwój zrównoważonego transportu) nie widać chęci do realizacji przyjętych w dokumentach zapisów.
W przypadku kultury od lat rzuca się w oczy rażąco niskie wsparcie dla aktywnych obywateli i organizacji pozarządowych, inicjujących ciekawe wydarzenia kulturalne. W Przemyślu – w przeciwieństwie do wielu mniejszych i większych miast – nie ma na przykład konkursów na realizację zadań z dziedziny kultury. Konkursów, które dawałyby jakieś minimalne poczucie bezpieczeństwa organizatorom różnorakich imprez i pozwoliłyby organizacjom pozarządowym długofalowo planować rozwój wydarzeń, budować ich markę.
Finansowanie kultury w mieście opiera się na tzw. małej dotacji – od lat niezmiennej (maksymalna kwota to 10 tys. zł, miasto przeznacza na ten cel 100 tys. zł rocznie). To forma wparcia, która jest potrzebna, ale powinna być instrumentem doraźnym, wspierającym małe, efemeryczne wydarzenia, planowane z ledwie kilkutygodniowym czy kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Duże cykliczne imprezy powinny móc startować w większych konkursach i tym samym już w styczniu mieć zagwarantowane środki na przedsięwzięcie w danym roku kalendarzowym… To ułatwia rozmowy z potencjalnymi sponsorami oraz (poprzez gwarancję wkładu własnego) sięganie po finansowanie z innych źródeł.
Brak tego instrumentu jest jednym z powodów, dla których z kalendarza imprez regularnie znikają różnego rodzaju imprezy, od Wielokulturowego Festiwalu Galicja przez Bike Town Festival (który też był wydarzeniem nie tylko sportowym, ale kulturowym) po Międzynarodowy Festiwal Muzyki Akordeonowej w Przemyślu, który zawsze organizowany był w grudniu, ale w tym roku już się nie odbył.
Gdy 8 grudnia na Komisji Kultury poruszyłem tę kwestię, Naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Maciej Wolański stwierdził, że nie jest tak źle, jak to przedstawiam, bo organizatorzy wydarzeń mogą liczyć również na wsparcie niematerialne w postaci użyczenia sceny i nagłośnienia, realizacji dźwięku itd. Zgoda, ale jeśli w Przemyślu znów pojawi się ktoś taki, jak Krystyna Shmeruk, która w 2004 roku zorganizowała tu festiwal Galicja z ponad milionowym budżetem, nie będzie Wam wstyd oferować jej/jemu 10 tys. zł z małej dotacji?
Maciej Wolański odsyła organizacje pozarządowe do sięgania po środki ze źródeł zewnętrznych, pojawił się nawet w jego wypowiedzi konkret – fundusz Wojewódzkiego Domu Kultury, finansowany ze środków Urzędu Marszałkowskiego. Sprawdziliśmy ten program – wymagany jest tam wkład własny w kwocie od 50 do 90% budżetu przedsięwzięcia (im wyższy, tym większe szanse na wsparcie). Naprawdę łatwiej byłoby organizatorom pozyskiwać tego typu środki, gdyby miasto w grudniu lub styczniu ogłaszało i rozstrzygało konkursy na zadania w dziedzinie kultury i ten wkład własny byłby już pewny, a nie uzależniony od decyzji podejmowanych często miesiąc lub dwa miesiące przed danym wydarzeniem.
Zupełnym absurdem na wspomnianej Komisji Kultury był zaś dialog Macieja Wolańskiego z radnym Pawłem Bugerą (PiS). Radny zapytał, czy wprowadzenie postulowanego konkursu nie oznaczałoby, że organizacje pozarządowe musiałyby zostać… pozbawione niefinansowego wsparcia ze strony PCKiN Zamek. Wolański, z pokerową miną odpowiedział, że tak, że otrzymując środki z konkursu na realizację zadań w dziedzinie kultury organizacje musiałyby już dalej radzić sobie same. Minął się z prawdą – nie ma takich regulacji prawnych. Nikt też tego typu zapisów w regulaminach konkursów w innych miastach nie stosuje.
5. Znikome wydatki na zawodowy sport
Często zadaję sobie pytanie, czemu – w przeciwieństwie do wielu, kilka lub kilkanaście lat młodszych kolegów i koleżanek – nie wyjechałem na stałe do dużego miasta. Czemu nie realizuję się tam, gdzie mógłbym liczyć na znacznie lepsze zarobki? Co właściwie determinuje to, że jedne miasta wyludniają się szybciej a inne wolniej?
Wbrew pozorom jest to już świetnie przebadane i odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, jak się powszechnie wydaje. Owszem, stopa bezrobocia, warunki pracy i płace to czynniki ważne. Ale jeszcze ważniejsza jest więź emocjonalna z miastem, budowana np. poprzez sukcesy sportowe klubów, przez dostępną kulturę i rozrywkę.
Tak dokładnie też było w moim przypadku i wielu innych osób z mojego rocznika. Ekstraklasa koszykówki, II liga piłki nożnej, koncerty Fisha na Rynku, Candy Dulfer w Krasiczynie, Kultu i wielu innych polskich kapel w licznych klubach muzycznych miasta, rozwinięta kultura klubowa. Tak wyglądały lata 1997-2000, gdy decydowałem o tym, czy zostać, czy też wyjechać. Dziś – mając 19 czy 21 lat – raczej na pewno bym z Przemyśla wyjechał, bo przy tak znikomych wydatkach na kulturę, przy braku zawodowego sportu (poza futsalem), niewiele by mnie z tym miastem wiązało.
Sport i kultura budują markę miasta, budują dumę i więź mieszkańców z miejscem, w którym żyją. Doceniamy oczywiście wzrost dotacji na sport – ze 120 tys. zł w 2018 roku do 1,6 mln zł w przyszłorocznym budżecie. Ale to załatwia jedynie potrzeby sportu młodzieżowego oraz futsalowej drużyny Texom Eurobusu Przemyśl. Futsal to wciąż niszowa dyscyplina, bez tradycji w mieście, a sam zespół, zbudowany wokół obcokrajowców (którzy w tym sezonie są, a za chwilę może ich nie być) nie wypracuje takiej więzi z kibicami, jaką wypracowali koszykarze Polonii Przemyśl w latach 90. XX wieku, czy zespoły szczypiornistów, oparte na wielu bardzo utalentowanych wychowankach klubu.
O finansowaniu sportu wiele pisaliśmy już na naszym portalu, podkreślając, że w Stalowej Woli, Tychach czy Ostrowie Wielkopolskim przyjęto zupełnie inny model – naszym zdaniem trwalszy, lepszy i bardziej transparentny. Choć oczywiście też bardziej kosztowny, bo każde z tych miast wydaje na sport minimum sześciokrotnie większe sumy (w przeliczeniu ma mieszkańca) niż Przemyśl.
Warto mieć świadomość tego, że nawet teoretycznie tak mało istotne dziedziny jak kultura czy sport (na których najchętniej także się oszczędza) mogą mieć równie duże znaczenie dla rozwoju miasta, jak miejsca pracy czy poziom zarobków. Żyjemy w czasach względnego dobrobytu, w których to właśnie niematerialne wartości są często kluczowe przy wyborze miejsca do życia. Do tej kwestii wrócimy jeszcze za moment.
6. Brak Planu Zrównoważonej Mobilności (SUMP)
To jeden z dwóch argumentów stojących za głosem przeciw budżetowi miasta na 2026 rok radnej Liliany Kalinowskiej (KO). Drugim były zaniedbania w zakresie planu retencji wód i ochrony środowiska. Argument z brakiem SUMP nas nie dziwi, bo to kluczowy, strategiczny dokument, który nie tylko określałby strategię rozwiązywania problemów komunikacyjnych miasta. Pozwoliłby też pozyskać pieniądze unijne, w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Dokumentu wciąż jednak nie ma.
Prezydent Wojciech Bakun od początku pierwszej kadencji powtarza, że tnie wydatki miasta, ponieważ chce zrobić przestrzeń w budżecie na finansowanie dużych inwestycji ze środków unijnych. Problem w tym, że na te inwestycje czekamy już siedem lat, a ich także nie ma. Dwie duże inwestycje ostatnich lat – basen oraz remonty dróg i Mostu Siwca – finansowane są z rządowego programu Polski Ład. Gdzie więc tkwi problem?
Zrównoważony transport jest jednym z kluczowych celów strategicznych Unii Europejskiej w obecnej perspektywie finansowej (lata 2021–2027), a także w długofalowej wizji rozwoju UE. Brak kluczowego, strategicznego dokumentu, zawierającego diagnozę problemów i potrzeb oraz plan działań zmierzających do poprawy komunikacji w mieście i w całym Miejskim Obszarze Funkcjonalnym, w praktyce uniemożliwia pozyskanie środków zewnętrznych.
Pisaliśmy o tym w naszym raporcie o wykluczeniu komunikacyjnym – opracowanie SUMP zostało określone jako pierwszy, niezbędny krok w
Planie Zrównoważonego Rozwoju Publicznego Transportu Zbiorowego dla Miasta Przemyśla na lata 2021-2030, obejmującego Miasto Przemyśl oraz gminy: Krasiczyn i Żurawica. Bez tego strategicznego dokumentu szansa na pozyskanie dużych pieniędzy unijnych na infrastrukturę drogową, rowerową, czy transport publiczny staje się bliska zeru.
W pełni rozumiemy więc głos radnej Liliany Kalinowskiej. Trudno jest od grudnia 2018 roku słuchać słów prezydenta miasta o tworzeniu przestrzeni w budżecie na absorpcję dużych pieniędzy unijnych, o nadziei na duże inwestycje infrastrukturalne. Równocześnie patrząc na to, jak miasto od lat zwleka z wykonaniem pierwszego kroku, który urealniłby skuteczne starania o te środki.
7. Brak wizji rozwoju
W budżecie miasta nie widać żadnej strategicznej wizji rozwoju, która zahamowałaby mocno przyspieszony ostatnio proces wyludniania się Przemyśla. Słyszymy argumenty prezydenta: dzietność w Polsce spadła do poziomu 1,1 a wyludnianie się miast to trend ogólnopolski. Ale Przemyśl – o czym pisaliśmy wyżej – jest dziś najszybciej wyludniającym się miastem na Podkarpaciu. Coś więc chyba z zarządzaniem miastem jest nie tak.
Czy samo wyludnianie się miast jest tragedią? Niekoniecznie. Wiadomo – liczba mieszkańców wpływa na dochody z PIT i uderza w budżet. Można temu przeciwdziałać walcząc o poszerzenie granic. Ale można też przyjąć inną strategię.
Przemyśl ma mnóstwo atutów – położenie, zabytki, rzeka San, bliskość wciąż dzikich, idealnie nadających się na turystykę aktywną terenów Pogórza Przemyskiego, niewiele ponad godzina jazdy autem w Bieszczady. Przy dobrej promocji, ukierunkowanej na ludzi z dużych miast, zmęczonych zgiełkiem i pędem życia, szukających komfortu miasta 15-minutowego i mogących sobie pozwolić na wybór miejsca zamieszkania (pracujących zdalnie), można byłoby tu przyciągnąć ludzi, którzy daliby miastu więcej niż nowa fabryka…
Wyobraźmy sobie bowiem fabrykę, zatrudniającą przy prostej produkcji 500 osób. Super? Niekoniecznie, szczególnie jeśli średnia płaca w tej fabryce byłaby zbliżona do płacy minimalnej. Znacznie lepszy efekt – z punktu widzenia budżetu miasta, ale też z uwagi np. na narastające problemy komunikacyjne – przyniosłaby strategia przyciągnięcia do Przemyśla ledwie 50 osób, ale takich jak na przykład… moja siostra. Czyli pracujących zdalnie specjalistów, którzy już po kilku miesiącach w roku wpadają w drugi próg podatkowy.
50 takich osób dałoby miastu większe dochody z PIT niż 500 osób pracujących za płacę minimalną w fabryce, gdzieś na krańcach miasta… 50 takich osób nie generowałoby kolejnych problemów komunikacyjnych, bo wykonywałoby pracę z domu. Wydając pieniądze w Przemyślu osoby te tworzyłyby kolejne miejsca pracy – w gastronomii, kulturze, w rozrywce, etc.
Jak przyciągnąć takich ludzi? Komfortem życia. Z tego punktu widzenia budowa basenu może być świetną inwestycją. Choć oczywiście można obawiać się, czy w godzinach rannych i popołudniowych nie zakorkuje już totalnie Wybrzeża Piłsudskiego i ulicy Sanockiej.
Razem z budową basenu powinna była bowiem ruszyć najważniejsza z planowanych od lat inwestycji drogowych, czyli uwzględniona w planach zagospodarowania przestrzennego droga lokalna od ul. 3-go Maja do mostu na wysokości ul. Rzecznej (przecinająca ulice Glazera, Dolińskiego i Skorupki). Pozwoliłaby ona mieszkańcom Zasania czy Żurawicy lub Orłów dojechać na basen z ominięciem korków w centrum. Brak tej inwestycji drogowej budzi obawy, czy korki nie zniechęcą ludzi do korzystania z basenu. Czy nie skończy się to tak, jak w przypadku innej budowy Texomu – Centrum Dowodzenia Twierdzy Przemyśl (gdzie dochody z biletów wstępu w tym roku okazały się 2,5 razy niższe od planowanych)?

Basen może być kluczem do poprawy komfortu życia w Przemyślu, ale w powiązaniu z tym wszystkim, o czym pisaliśmy wyżej. Inwestycje w SUMP i w zrównoważony transport to mniejsze korki na drogach oraz lepsze powietrze. Potrzebujemy jak tlenu rozwoju alternatywnych form transportu – ścieżek rowerowych, lepszej komunikacji publicznej, bo gdy zastanowimy się, co mogłoby przyciągnąć do miasta np. małżeństwo świetnie zarabiających specjalistów, z dwójką dzieci, to być może właśnie to, że wożąc zimą dzieci do szkoły, na basen, czy na zajęcia pozaszkolne, nie musieliby tracić czasu w korkach… Przez 10-11 miesięcy w roku w ogóle nie musieliby używać auta w tym celu, bo dzieci bezpiecznie mogłyby dojechać wszędzie rowerem lub (w razie deszczu) autobusami MZK.
To wizja, która wcale nie jest mrzonką. Przy tak dobrej kondycji budżetu miasta – jest możliwa do zrealizowania. Musi to być jednak zestaw spójnych działań: inwestycji w promocję, kulturę, sport, zrównoważony transport i czyste powietrze, który przyciągnie do Przemyśla tych, którzy kiedyś z niego wyjechali oraz zupełnie nowych mieszkańców. Skoro jest problem z demografią, z nowymi miejscami pracy, skoro nie ma pomysłu na to, jak przyciągnąć tu inwestorów, przemyślmy inną wizją. Wizję Przemyśla będącego znakomitym, spokojnym miejscem do życia dla osób 40+ czy też zamożnych emerytów.
Albo jakąkolwiek inną. Byleby znalazły się na nią pieniądze i by nie zaginęła w szufladach magistratu – nie stała się martwa, jak niemal wszystkie przyjmowane dotąd strategie rozwoju.







Dobry artykuł , celna analiza i konkluzje. A czy ktoś z decydentów czyta takie teksty? Myślę że spokojnie mają poczucie świetnie wykonanej roboty przy budżecie naszego pięknego miasta i idą świętować. A obchodzi ich w ogóle to wszystko o czym autor tutaj napisał. Moja intuicja podpowiada mi , że mają to w ……..e. Dobra robota Redaktorze