Tryb ciemny Światła tryb

Zapisz się do naszego Newslletera!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś Politykę prywatności and Warunki Użytkowania
Obserwuj nas
Obserwuj nas

Zapisz się do naszego Newslletera!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś Politykę prywatności and Warunki Użytkowania

Przywileje radnego Bala

Wiceprzewodniczący Robert Bal na jednej z komisji Rady Miejskiej (fot: and)

Przemyscy radni nie wyrazili zgody na zwolnienie Roberta Bala z funkcji kierownika przemyskiej filii Krajowej Szkoły Skarbowości. Będzie nadal formalnie zatrudniony w KSS. Będzie też pobierał 10,2 tys. zł miesięcznie za „nicnierobienie”.

Skąd takie wsparcie radnych Wspólnie dla Przemyśla i prezydenta Wojciecha Bakuna dla kolegi z PiS, byłego Przewodniczącego Rady? W dalszej części tekstu opisujemy to „braterstwo broni”, ale na początek… pochwalmy się, że czwartkowa, nadzwyczajna sesja Rady zwołana została, rzecz można, z inicjatywy portalu przemysl.pro

Autopromocja

Gdyby nie nasz tekst i wskazanie pewnego wyroku Sądu Najwyższego z 2009 roku, radni zajęliby się tematem zatrudnienia Roberta Bala dopiero 9 lutego. Tak planowali, lecz w pośpiechu – po naszym tekście z 26 stycznia – jednak zmienili zdanie. Ale po kolei…

Perypetie pracownicze

Sprawa ma swój początek 13 grudnia 2023 roku. Rządy w Polsce obejmuje koalicja KO-PSL-Polska 2050-Lewica i zaczyna się naturalna w tej sytuacji karuzela kadrowa. Robert Bal, który dostał dobrze płatną posadę w przemyskiej filii KSS dzięki wsparciu PiS, czuje się zagrożony. Ostatecznie już 24 stycznia 2024 roku zostaje zwolniony z pracy.

Zostałem zatrudniony na stanowisku kierownika filii w czerwcu 2017 roku – opowiadał na czwartkowej sesji Robert Bal. – Od początku koordynowałem przygotowania do startu nauki w filii, organizowałem jej działalność. Nie było zastrzeżeń do mojej pracy, otrzymywałem dyplomy i nagrody – podkreślał.

Dlaczego więc został zwolniony? – Już w lipcu 2017 roku poseł Marek Rząsa wystosował interpelację w sprawie zasad powoływania kierowników filii Krajowej Szkoły Skarbowości oraz okoliczności powołania kierownika filii w Przemyślu. Od początku chciał doprowadzić do mojego zwolnienia – żalił się kolegom i koleżankom radnym wiceprzewodniczący Rady.

Bal próbował przekonać radnych, że powodem rozwiązania z nim stosunku pracy była osobista niechęć posła Koalicji Obywatelskiej. Podkreślił przy tym, że nie zarzuca Rząsie działań na rzecz likwidacji filii KSS, a jedynie chęć doprowadzenia do wyrzucenia go z pracy kierownika szkoły, mieszczącej się na terenie przemyskiej PANS.

Długi spór przed Sądem Pracy

W styczniu 2024 roku Krajowa Szkoła Skarbowości wypowiedziała umowę o pracę Robertowi Balowi. Co ważne, bez pytania o zgodę Rady Miejskiej. Czy miała taki obowiązek? Teoretycznie tak. W praktyce – według linii orzecznictwa Sądu Najwyższego – wszystko zależy od tego, czy dyrektor KSS Iwona Mróz miała świadomość, że Bal jest przemyskim radnym.

Jeśli nie miała takiej świadomości, mogła wręczyć wypowiedzenie Balowi. To na Balu bowiem – zgodnie z interpretacją prawną Sądu Najwyższego – leżał obowiązek poinformowania pracodawcy o szczególnej ochronie stosunku pracy, przysługującej mu z tytułu sprawowania mandatu radnego.

Tej kwestii dotyczył też spór przed Sądem Pracy. Wydaje się prawdopodobne, że nowa dyrektor mogła nie wiedzieć o tym, że Bal jest radnym (wówczas nawet przewodniczącym Rady). Centrala KSS mieści się bowiem w Warszawie, a Mróz objęła funkcję 13 dni przed zwolnieniem Bala. Robert Bal zapewne bronił się tym, że pracodawca musiał wiedzieć o mandacie radnego, choćby dlatego, że przez 6,5 roku udzielano mu dodatkowych dni wolnych od pracy – na czas sesji miejskich rajców.

Ostatecznie Sąd Pracy przyznał rację wiceprzewodniczącemu Rady. Prawomocnym wyrokiem z dnia 22 grudnia 2025 roku stwierdził nieważność czynności wypowiedzenia umowy o pracę. W praktyce oznaczało to, że Robert Bal – przez okres blisko dwóch lat od zwolnienia – był cały czas formalnie zatrudniony w KSS. W związku z tym należy mu się za ten czas stosowne wynagrodzenie (w 2023 roku zarabiał średnio 10,2 tys. zł miesięcznie).

Czekając na sesję…

Krajowej Szkole Skarbowości nie pozostało nic innego, jak uznać prawomocny wyrok Sądu i… jeszcze raz wypowiedzieć Balowi umowę o pracę. Tym razem skutecznie. Dodatkowo mając w ręku poważny argument – z dniem 31 stycznia 2026 roku filia Krajowej Szkoły Skarbowości w Przemyślu ulega likwidacji (tu pojawia się pytanie, czy spór Roberta Bala z pracodawcą nie był jednym z powodów likwidacji filii?)

Stosowne pismo od dyrektor KSS Iwony Mróz wpłynęło do Biura Rady Miejskiej i Współpracy z Zarządami Osiedli 30 grudnia. Wydawało się, że temat będzie procedowany 24 stycznia, bo na ten dzień była planowana sesja Rady Miejskiej (przynajmniej według słów przewodniczącej Komisji Gospodarki Miejskiej, Moniki Jaworskiej, wypowiedzianych i zarejestrowanych 12 stycznia).

24 stycznia sesji jednak nie było. Oficjalnym powodem, o którym pisał Marcin Kowalski na facebooku, i o którym mówił też publicznie w czwartkowy wieczór, był… brak projektów uchwał. Przewodniczący Rady Miejskiej nie wspomniał jednak, że kilka ważnych uchwał w styczniu miał jednak na biurku.

Zaskakująca zmiana porządku obrad

Uchwały te dodano – w dość niezwykłym, nigdy nie widzianym wcześniej trybie – do trzeciej części obrad Nadzwyczajnej Sesji Rady Miejskiej, która odbywała się 12 stycznia. Sesja ta miała być poświęcona jedynie inicjatywie uchwałodawczej siedmiorga radnych, dotyczącej zwiększenia liczby dostępnych miejsc parkingowych dla osób z niepełnosprawnością. Jej obrady trwały trzy dni – od pierwszych dni grudnia aż do 12 stycznia.

Na czym polegał wspomniany, niezwykły tryb procedowania? Pospiesznie, z godziny na godzinę, zwołano dwa posiedzenia komisji (na 12 stycznia, na 17.00 i 17.30), by zaopiniować spadające z biur prezydentów projekty uchwał. Marcin Kowalski pytał zaś indywidualnie każdego z radnych, podpisanych pod wnioskiem o zwołanie nadzwyczajnej sesji, o zgodę na wprowadzenie nowych punktów do porządku obrad.

To właśnie ten tryb spowodował, że podejrzewaliśmy świadomą wrzutkę, motywowaną chęcią zwłoki w procedowaniu tematu rozwiązania stosunku pracy radnego Bala. Każdy miesiąc to bowiem dodatkowe 10,2 tys. zł wynagrodzenia dla wiceprzewodniczącego Rady.

Sprawdzamy intencje

Ani Marcin Kowalski, ani radcy prawni Urzędu Miejskiego nie mieli jednak świadomości, że zwlekając z procedowaniem uchwały ryzykują tzw. milczącą zgodę Rady… Istnieje bowiem linia orzecznicza Sądu Najwyższego, która mówi, że Rada Miejska zobowiązana jest do podjęcia uchwały – w sprawie zgody lub odmowy zgody na rozwiązanie stosunku pracy radnego – w czasie 30 dni. Jeśli nie wprowadzi w tym czasie punktu do porządku obrad, pracodawca może zwolnić z pracy radnego.

Marcin Kowalski przyznał dziś na sesji, że radczyni prawna Urzędu Miejskiego zgłosiła mu ten „problem” dopiero po naszym tekście. Stąd tak nagłe zwołanie sesji. Radni zebrali się z dnia na dzień, a Biuro Prawne Urzędu Miejskiego ekspresowo wydało pozytywną ocenę formalno-prawną projektu uchwały wraz z uzasadnieniem.

Przyznajemy bez bicia. Świadomie powołaliśmy się tylko na ten jeden wyrok Sądu Najwyższego. Świadomie pominęliśmy późniejszy wyrok SN (z 4 listopada 2010 roku), który dokonuje zupełnie innej interpretacji wspomnianych przepisów i według którego, niezwołanie sesji w czasie 30 dni nie może być interpretowane jako milcząca zgody Rady. Dlaczego wkręciliśmy Urząd Miejski i Radę Miejską w ekspresowy tryb procedowania uchwały?

Chcieliśmy sprawdzić, jak bardzo koalicyjni radni Wspólnie dla Przemyśla oraz Prawa i Sprawiedliwości, a także prezydent Wojciech Bakun, są zdeterminowani, by bronić nadzwyczajnych przywilejów radnego Roberta Bala. Okazało się, że baaardzo.

Zaskakująco szybkie Biuro Prawne

Dlaczego przywołujemy tu prezydenta Wojciecha Bakuna? Bo procedowanie Uchwały wymaga opinii Biura Prawnego Urzędu Miejskiego, komórki bezpośrednio podlegającej prezydentowi miasta. Opinia pojawiła się niemal natychmiast. Na pierwszej stronie projektu uchwały radczyni prawna UM Bożena Piziurny potwierdza, że projekt przeszedł ocenę formalno-prawną.

To zaskakujące tempo, zważywszy, że gdy w marcu 2024 roku obywatele zgłosili projekt uchwały w sprawie zachowania rekreacyjnego charakteru Wybrzeża i drzew na zasańskiej promenadzie, ówczesny przewodniczący rady Robert Bal i prezydent miasta zapomnieli o istnieniu Bura Prawnego. Ani razu nie skierowali projektu do radców prawnych Urzędu Miejskiego, choć powinni to uczynić dwukrotnie (oryginalny projekt i po wskazanych poprawkach). Mieli na to zgodnie z prawem dwa siedmiodniowe terminy.

Niedopełnienie obowiązków skutkowało tym, że najpierw opublikowano uchwałę niezgodną z ustawą o samorządzie gminnym, a następnie pozwolono przez miesiąc zbierać pod nią podpisy. Blisko tysiąc osób poparło projekt – bez wiedzy, że będzie trzeba go odrzucić ze względu na wady prawne.

Bal chroni Bakuna, Bakun chroni Bala

Opublikowanie wadliwego prawnie projektu uchwały sprawiło, że jej procedowanie trwało aż siedem miesięcy. Obywatele poświęcali kolejne miesiące na zupełnie syzyfową pracę: najpierw bezsensowną zbiórkę podpisów, później lobbing, spotkania z radnym, potem jeszcze komisje i sesje rady, konsultacje prawne, a na końcu na próbę egzekucji odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków. Wyczerpali tym samym swoją energię do walki o lepszy wizualnie projekt Wybrzeża i ochronę drzew na zasańskiej promenadzie.

Robert Bal bronił się przed zarzutem niedopełnienia obowiązków. Przyznał się jednemu z inicjatorów uchwały, że skierował projekt do Biura Prezydenta Miasta. W tej sytuacji to prezydent mógłby być ścigany za niedopełnienie obowiązków (Art. 231 kk), więc inicjatorzy uchwały zgłosili sprawę do prokuratury, by Bal mógł to samo zeznać do protokołu. Prokuratura Rejonowa w Przemyślu scedowała postępowanie sprawdzające w tej sprawie na jarosławską policję (KMP w Przemyślu wyłączyła się ze sprawy). Bal w oficjalnych zeznaniach wziął jednak całą sprawę na siebie – nie opowiedział, że skierował projekt do prezydenta miasta i tym samym wybronił przed jakąkolwiek odpowiedzialnością władzę wykonawczą. To może tłumaczyć, skąd tak ekspresowy i wzorowy tryb procedowania środowego projektu ośmiorga radnych Wspólnie dla Przemyśla. I skąd tak bezgraniczne wsparcie tej grupy dla byłego wiceprzewodniczącego Rady.

Cóż, gdy chodzi o własne interesy lokalnych elit, prezydent, Biuro Prawne Urzędu Miejskiego i Przewodniczący Rady są wyjątkowo sprawni. A gdy mamy ważny interes społeczny, inicjatywę bezinteresownie działających, społecznie zaangażowanych osób – obywatelską uchwałę popierana przez blisko 1000 osób? Pojawiają się dziwne historie typu niedopełnienie obowiązku oceny formalno-prawnej, niekierowanie projektów do Biura Prawnego Urzędu Miejskiego w odpowiednim do tego terminie, i tym samym niszczenie energii obywateli, którzy mają czelność walczyć o partycypację społeczną – współdecydowanie o sprawach miasta częściej niż raz na pięć lat.

Mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że to właśnie braterstwo broni w walce z „intruzami” przeszkadzającymi władzy w realizacji jedynie słusznych wizji prezydenta (zadziwiająco zbieżnych z interesem lokalnego dewelopera), tak mocno zobowiązuje dziś rządzących Przemyślem do nieustannej, wzajemnej ochrony swoich interesów.

Dwa głosy przeciw…

Na zwołanej ekspresowo sesji Rady Miejskiej dyskusja była spokojna, wręcz niemrawa… Po 45 minutach Rafał Kijanka (PiS) zgłosił wniosek o jej zamknięcie, czym mocno zirytował kolegę z innego skrzydła swojej partii (skrzydła nie wspierającego prezydenta Bakuna), Macieja Kamińskiego. Do tego stopnia, że Kamiński przez kilkanaście cicho protestował, nie potwierdzając obecności na sali obrad w czasie sprawdzania kworum.

Co działo się wcześniej? Za zgodą na rozwiązanie stosunku pracy opowiedziały się tylko radne Anna Grad Mizgała i Liliana Kalinowska. Obie przypominały radnemu Balowi, że w 2016 roku głosował ZA rozwiązaniem stosunku pracy Grażyny Stojak. Bal – co można zobaczyć w relacjach TVP3 Rzeszów z tego czasu – przekonywał wtedy, że pracodawca ma prawo wybierać sobie z kim pracuje. Bronił decyzji nowej, PiSowskiej władzy do przeprowadzenia daleko idących ruchów kadrowych w organach władzy w Polsce. Nic dziwnego – sam w jakimś stopniu został beneficjentem obsadzania wszystkich stołków „swoimi”…

Grad-Mizgała, po przedstawieniu umiarkowanego i merytorycznego stanowiska klubu, wyraziła swoją osobistą opinię: – To jest skok na kasę w wykonaniu pana radnego Bala!

Liliana Kalinowska zgodziła się z koleżanką. Argumentowała, że Rada – jeśli obroni osobisty interes Bala – zadziała niemoralnie, zafunduje radnemu wyjątkowy przywilej. Przypomniała, że kilkanaście osób traci właśnie pracę w filii KSS i te osoby mogą liczyć jedynie na trzymiesięczny okres wypowiedzenia. – Uważam, że to jest nieuczciwe, ale pozostawiam to pana sumieniu – zwróciła się do wiceprzewodniczącego Rady.

Dwa głosy wstrzymujące się…

Czy Roberta Bala ruszyło sumienie? Tylko na tyle, by stwierdzić, ze pozostawia decyzję w swojej sprawie innym radnym, że sam nie weźmie nawet udziału w głosowaniu.

Ryszard Kulej i Jerzy Krużel (KO) wstrzymali się od głosu. Ten pierwszy przypomniał, że do 2016 roku istniała w Radzie Miejskiej zasada, że Rada solidarnie nie zgadza się na rozwiązanie stosunku pracy żadnego z radnych. W marcu 2016 roku zaś Robert Bal tę niepisaną umowę złamał.

Wiceprzewodniczący Rady bronił się, że wówczas sytuacja była inna, bo Grażyna Stojak była Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków – urzędnikiem powoływanym przez inny organ (wojewodę). Jego zaś wiąże z KSS zwykły stosunek pracy, a nie powołanie na urząd przez inny organ władzy.

Ryszard Kulej zaproponował radnym, by wrócić do niepisanej umowy, zakładającej bezwzględną ochronę stosunku pracy radnego. Dlatego zadeklarował wstrzymanie się od głosu.

15 głosów za, choć filii za chwilę nie będzie

Pozostali radni zagłosowali za odmową zgody na rozwiązanie stosunku pracy radnego Bala. Czyli za trwającym już dwa lata stanem formalnego zatrudnienia wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w KSS oraz sporych miesięcznych zarobków bez konieczności wykonywania pracy.

Ten stan trwa już dwa lata i będzie kosztował podatników minimum 287 tysięcy złotych (dokładną sumę podamy, gdy Sąd Okręgowy w Przemyślu odpowie nam na zapytanie w sprawie wyroku). Teraz wiadomo, że ta sytuacja potrwa jeszcze dłużej, a likwidacja z dniem 31 stycznia filii KSS w Przemyślu jedynie otworzy Balowi drogę do kolejnego procesu z filią KSS, tym razem już nie o wynagrodzenie, lecz o odszkodowanie. Mówi o tym wyrok Sądu Najwyższego z 4 listopada 2010 roku:

„W przypadku obiektywnej niemożliwości przywrócenia do pracy na poprzednich warunkach pracy i płacy pracownika będącego radnym, z którym rozwiązano stosunek pracy z wyłącznej i niezwiązanej z wykonywaniem mandatu radnego przyczyny rzeczywistej likwidacji stanowiska pracy, sąd pracy może i powinien rozważyć zasadność i racjonalność zasądzenia alternatywnego odszkodowania w miejsce obiektywnie niemożliwego do uwzględnienia żądania przywrócenia do pracy radnego na nieistniejące (zlikwidowane) stanowisko pracy”.

Nad morze, w góry czy do Krakowa?

Radni, głosując za utrzymaniem zatrudnienia Roberta Bala w filii KSS, podkreślali, że Krajowa Szkoła Skarbowości nie ulega likwidacji. Zaczęli więc licytować się, gdzie KSS mogłaby teraz znaleźć równoważne miejsce pracy dla wiceprzewodniczącego Rady:

Może Mińsk Mazowiecki? Bardzo piękne miasto! Albo podgórska Muszyna. A może Otwock, 20 km od Warszawy – wymieniał Ryszard Kulej.

– Może być nawet jeszcze dalej, Jastrzębia Góra jest nad morzem… Chociaż mi w tej sytuacji najbliższy byłby Kraków – odpowiadał z uśmiechem Robert Bal.

Wszelkie tego typu rozważania wydają się jednak bezzasadne. Trudno zakładać bowiem, by Krajowa Szkoła Skarbowości chciała zaoferować jakiekolwiek stanowisko pracownikowi od ponad dwóch lat przyspawanemu do swojego stołka (wbrew woli dyrekcji), procesującemu się z pracodawcą po sądach pracy i „kasującemu” blisko 300 tys. zł za dwa lata niewykonywania pracy…

Będzie odszkodowanie?

W tej sytuacji przewidujemy raczej scenariusz, o którym mówi wspomniany już wyrok z 4 listopada 2010 roku. Sąd Najwyższy podkreśli bowiem, że mało prawdopodobne jest, by pracodawca będący „dużą organizacją gospodarczą” z powodzeniem wykorzystał pracownika na innych odpowiednich stanowiskach pracy, w zupełnie innej części kraju. To wymaga bowiem akceptacji przez pracownika warunków dalszego zatrudnienia.

Sąd zauważył też, że Rada nie powinna w ogóle kierować się takimi przesłankami, bo nie ma szans na „sprawdzenie możliwości”, np. potencjalnej odmowy radnego (niezaakceptowania propozycji nowego zatrudnienia na nieco zmienionych warunkach pracy lub płacy). Zdaniem sędziów Sądu Najwyższego to „mogłoby prowadzić do wygenerowania kolejnego, wręcz analogicznego sporu ze stosunku pracy radnego”. Dlatego najlepsze w tej sytuacji jest odszkodowanie.

Oczywiście możliwe jest, że KSS zaproponuje Balowi podobne stanowisko w innej części kraju, Bal tę propozycję przyjmie i sporu nie będzie. Ale na dziś najbardziej prawdopodobnym scenariuszem i jedyną sensowną formą wyjścia z tej patowej sytuacji będzie negocjowanie odszkodowania – polubowne rozwiązanie sporu lub pozostawienie rozstrzygnięcia sądowi pracy.

Irytacja mieszkańców miasta

Czwartkowa decyzja radnych wzbudziła sporą irytację wśród mieszkańców miasta. Mało kto chyba spodziewał się, że radni tak zawzięcie będą bronić swoich przywilejów…

Przytoczmy – tytułem komentarza – dwa głosy obywateli.

To był test na „konsumenckie” możliwości Bala. Miał wybór: albo zjeść własny język, albo zrzeknąć się „parasola”, który wręczają mu kolesie. Okazało się, że słowa takie jak „honor” i „twarz” w słowniku tego towarzystwa nie występują

Jest też i konkretna propozycja nowej pracy:

Skoro Robert Bal może pracować w nieistniejącej filii KSS, zróbcie go jeszcze kierownikiem w nieistniejącym sklepie socjalnym! Trzeba będzie tylko często robić ten, jak mu tam, renemanament, żeby ten absolwent Collegium Tumanum manka nie narobił!

Cóż, głosy irytacji nie dziwią… Każdy chciałby być zatrudniony za 10,2 tys. zł miesięcznie bez wykonywania pracy i dodatkowo mieć tak absurdalnie mocną ochronę kolegów z Rady Miejskiej.

Zapisz się do naszego Newslletera!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś Politykę prywatności and Warunki Użytkowania
Dodaj komentarz Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poprzednia wiadomość

"Nasz mały Piccolo". Historie z przemyskiego getta

Autopromocja