Nasz stosunkowo biedny region bije w statystykach długości życia Mazowsze, Pomorze czy Wielkopolskę. Jak to możliwe? Pytamy prof. Marię Borawską, bromatolożkę, specjalizującą się w badaniu wpływu tego, co jemy, na zdrowie, szczególnie na występowanie chorób nowotworowych.
Średnia długość życia kobiet na Podkarpaciu to 83,7 lat – panie w naszym regionie żyją statystycznie 1,5 roku dłużej niż przeciętna Polka. Najdłużej w Polsce. Panowie żyją średnio osiem lat krócej, ale wśród mężczyzn Podkarpacie w tej statystyce jest na drugim miejscu w Polsce – lepiej wypada tylko Małopolska.
W statystykach długości życia bardzo wysoko znajdziemy też inne słabiej rozwinięte gospodarczo regiony, np. Podlasie. Zdaniem naszej rozmówczyni wpływ na to ma nie tylko mniejsze zanieczyszczenie powietrza, czy bardziej zdrowy, mniej stresujący tryb życia. Kluczem mogą być mniejsze gospodarstwa i lepsza jakościowo żywność…
– Pani Profesor, czym zajmuje się Pani zawodowo?
– Aktualnie, za zgodą Komisji Bioetycznej, przeprowadzam z zespołem bardzo dokładne analizy, dotyczące sposobu żywienia i zachowań prozdrowotnych ludzi oraz ich wpływu na rozwój chorób nowotworowych. Wiemy, że składniki przeciwnowotworowe występują też naturalnie w żywności. Mamy szereg takich substancji i jeśli ktoś w swojej codziennej diecie stosuje żywność jak najmniej przetworzoną, a jednocześnie bogatą w te korzystne składniki, niezanieczyszczoną innymi substancjami, to ma szansę na długie i zdrowe życie.
– Rak jest drugą w Polsce, po chorobach układu krążenia, przyczyną zgonów… Co jeść by uniknąć nowotworów?
– Choćby czosnek czy cebulę, wiemy już że zawarte w tych warzywach związki siarkowe mają również działanie przeciwnowotworowe. Generalnie powinniśmy preferować w naszej diecie warzywa, np. wszelkie kapusty i kalafiory. Zawierają one sulforafan, który także wykazuje działanie przeciwnowotworowe. Jeśli owoce, to przede wszystkim maliny czy jeżyny, najlepiej spożywane na surowo. Czarne jagody również – gdy mamy je z lasu i wiemy, że niczym ich nie opryskiwano, to będą w nich związki, które w naszym organizmie przetwarzają się na substancje o działaniu przeciwnowotworowym. Nawet jeśli nowotwór już się pojawi, starajmy się zmienić dietę tak, by była korzystna dla organizmu. Wyrzućmy wtedy przede wszystkim mocno przetworzone wędliny, produkty wędzone.
– Mięso może być czynnikiem, który sprzyja powstaniu chorób nowotworowych?
– Mięso czerwone… Jeśli chcemy spożywać mięso, to częściej wybierajmy to z kurczaka, gęsi czy królika, ale też z takich źródeł, co do których mamy pewność, że nie stosowano tam szeroko antybiotyków czy innych środków leczniczych. Jeśli kupujemy produkty zwierzęce, np. mleczne, to wybierajmy te bioorganiczne. Dlaczego? Bo jeśli kupuję produkt bioorganiczny, to wiem, że krowa chodziła po łące, że jadła trawę.
– To ma aż takie znaczenie?
– Analizowałam pracę doktora Sorsztyna na temat składu mleka. Mleko od krowy, która rzeczywiście chodzi po łące i żywi się roślinami tam rosnącymi, różni się od mleka krowy karmionej w oborze. W tym drugim przypadku prawie nie ma już kwasu wakcynowego – kwasu trans, ale bardzo korzystnego, o działaniu przeciwnowotworowym. Dlatego jeśli mamy możliwości, kupujmy dobre produkty. Czasem naprawdę warto wydać trochę więcej pieniędzy na coś wartościowego. Późniejsze leczenie, cały stres związany z chorobą nowotworową – tego nie da się porównać z kosztami żywienia.
– Statystyki długości życia w Polsce pokazują, że najdłużej żyje się na stosunkowo biednym Podkarpaciu. Może małe gospodarstwa, mniejsi producenci żywności, czy fakt, że większość ludności mieszka na terenach wiejskich ma więc decydujący wpływ na to, że statystycznie jesteśmy liderem w średniej długości życia?
– Tak. Jeśli spora część osób korzysta z tego, co sama wyhoduje, to jest to absolutnie wymarzona sytuacja. Sama koło domu mam mały zagonek – sadzę tam papryczkę, pietruszkę… Mam swoje warzywa przez całe lato i mam pewność, że niczym to nie jest spryskane. Na Podkarpaciu czy na Podlasiu często w ten sposób korzystamy z plonów. Nie stosujemy też tak intensywnie środków niekorzystnych dla naszego zdrowia – tych które niszczą chwasty. Te chwasty to nie tylko element naszego życia, ale także życia pszczół. Często znajdują się w nich substancje bardzo aktywne, sprzyjające naszemu zdrowiu.
– Bromatologia to nauka o wpływie odżywiania na zdrowie człowieka. Długo już istnieje ta dziedzina medycyny? Długo świat nauki prowadzi obserwacje w tym zakresie?
– Bromatologia istnieje od bardzo dawna. W Polsce w XVIII wieku powstała Katedra Farmacji i Materii Medycznej w Szkole Głównej Koronnej, powołana przez Hugona Kołłątaja. Później w aptekach zakładano laboratoria oceniające jakość żywności. Badano w nich np. zafałszowania żywności, które także dziś są przedmiotem badań. We Lwowie aptekarz Teodor Torosiewicz już na przełomie XVIII i XIX wieku publikował prace o zafałszowaniach żywności. To dowód, że te badania nie są nowe, trwają co najmniej od XVIII wieku.
– Wróćmy jeszcze do statystyk długości życia, bo pewne zależności widać też w skali globu. Tak jak Podkarpacie wypada znacznie lepiej od Mazowsza, Pomorza czy Śląska, tak i jeden z najbiedniejszych krajów świata – Kuba przegoniła w tej statystyce jedno z najbogatszych państw świata czyli Stany Zjednoczone. Wielu naukowców twierdzi, że to przede wszystkim skutek odżywiania się Amerykanów: mało warzyw i owoców, dużo mięsa i przetworzonych produktów, dużo diety wysokotłuszczowej. Powinniśmy więc bardziej opierać dietę na warzywach i owoców, niż na mięsie?
– Myślę, że tak, tym bardziej że nawet piramida żywieniowa Instytutu Żywności i Żywienia, która jest wskazówką dla wszystkich, zaleca – u podstawy – warzywa i owoce, w proporcji 3 do 1. Owoce, zwłaszcza u osób z problemami nerkowymi czy podwyższonym kwasem moczowym, powinny być jednak spożywane z umiarem. Mając tego typu problemy zdrowa granica to około 15 gramów fruktozy, czyli mniej więcej dwa średnie jabłka dziennie. Warzywa są pod tym względem bezpieczniejsze. Dobrze też, jeśli jemy je na surowo.
– A jak żywić się, by uniknąć raka, który dziś jest drugą, najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce, za jakiś czas może tu wskoczyć nawet na pierwszej miejsce. Co poradziłaby Pani w codziennej diecie?
– Zacznę od zastrzeżenia, że jeśli chodzi o ogólne wskazówki, dobrze jest zasięgnąć porady dietetyka. My też zawsze robimy wstępną ankietę, żeby ocenić sposób żywienia, bo często wydaje nam się, że jemy prawidłowo, a to niekoniecznie prawda.
Z takich podstawowych zaleceń: przede wszystkim powinniśmy dążyć do ograniczenia produktów wysoko przetworzonych. Dotyczy to pieczywa cukierniczego i cukru – jego nadmiar zaburza mikrobiom jelitowy. Rozrastają się wtedy niekorzystne bakterie, co według najnowszych badań ma ogromne znaczenie dla zdrowia. Starajmy się odbudowywać dobrą florę jelitową poprzez właściwe żywienie: kapustę kiszoną, ogórki kiszone, fermentowane produkty, naturalne jogurty bez dodatków. Taki jogurt owocowy może mieć nawet pięć łyżeczek cukru – po co? Jeśli chcemy, dodajmy łyżeczkę miodu.
– A tłuszcze?
Powinniśmy spożywać produkty bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3. Źródłem omega-3 są choćby orzechy włoskie – mamy je w Polsce, dodawajmy je. Zamiast cukierków dajmy dzieciom orzeszki, oczywiście jeśli nie mają alergii.
– Coca Cola?
– W życiu! Wyeliminujmy z diety słodzone napoje. Widzę, jak dzieci kupują często Coca-Colę. Tymczasem zawiera ona substancję słodzącą o działaniu pronowotworowym. Ja Coca-Coli używam do usuwania kamienia w zlewie czy toalecie. Myślę, że to najlepsze jej przeznaczenie. Oczywiście, jeśli ktoś się czymś zatruł, to bywa, że sucha bułka i Coca-Cola pomogą zniszczyć złe bakterie w przewodzie pokarmowym, ale na co dzień nie powinniśmy dzieciom tego podawać.
Napoje gazowane również należy ograniczać. Ogólnie powinniśmy wybierać żywność jak najmniej przetworzoną, bogatą w kwasy omega-3, karotenoidy, flawonoidy i foliany – to związki o działaniu przeciwnowotworowym. Ważne, by jedzenie było świeże. Jeśli przetwarzamy, to najlepiej krótko gotować czy sparzyć, wyjątkiem są oczywiście groch i fasola, które gotujemy po namoczeniu, najlepiej w tej samej wodzie.
– Wspomniała Pani o flawonoidach. Pojawiła się teoria, że mieszkańcy krajów śródziemnomorskich żyją dłużej i unikają chorób serca, bo regularnie piją wino.
– Tak. Uważam, że kieliszek wina – ale naprawdę kieliszek, nie pół litra – może być korzystny dla zdrowia. Dla mężczyzn dwa kieliszki, dla kobiet jeden. Ja sama po dobrym obiedzie czasem wypiję kieliszek czerwonego wina. Dlaczego czerwonego? Bo najwięcej resweratrolu – substancji o działaniu przeciwnowotworowym – jest w skórkach czerwonych winogron, a czerwone wino powstaje z całych owoców. Białe zawiera go niewiele.
Jeśli już pijemy, wybierajmy też wino naturalne, niewzmacniane, z maksymalnie 13% zawartością alkoholu. Jeśli jest go więcej, to nie jest to już naturalna fermentacja, lecz alkohol z zewnątrz. Jak już pić, to tylko coś dobrego. Ale tylko jeden kieliszek. Wtedy też ten resweratrol jest dobrze wchłaniany.
– A jak z piwem?
– Nie warto. Nadmiar piwa szkodzi ze względu na alkohol. Inne jego składniki mają pewne właściwości odżywcze, uspokajające, nasenne, ale po przekroczeniu niewielkiej dawki działają odwrotnie. Wyprzedzając pytanie… o wódce raczej nic dobrego nie powiem.
– To może coś o nalewkach?
– Nalewki mogą mieć działanie prozdrowotne, jeśli są zrobione na odpowiednich ziołach – ekstrakty i intrakty to też forma nalewek. Ale tu jest cała nauka… Na przykład nalewkę z wiśni z pestkami nazywamy „Dla teściowych”, bo można się nią szybko zatruć. Podobnie pestki z moreli – zjedzenie więcej niż pięciu świeżych pestek może być bardzo niebezpieczne. Zdarzały się przypadki ciężkich zatruć. Znam przypadek, gdy dorosłego udało się odratować po 30 pestkach tylko dzięki natychmiastowemu podaniu witaminy B12. Dziecko, które zjadło taką samą ilość, zmarło. Dlatego uważajmy na to, co jemy, i poszerzajmy swoją wiedzę w tym zakresie.
– Dzięki wielkie za rozmowę!






