Teren po zburzonej dekadę temu siedzibie MKS „Polonia” Przemyśl i restauracji Barcelonka wkrótce przestanie straszyć. Inwestor – Andrzej Pichur – ma już zarówno niezbędne uzgodnienia z Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, jak i pozwolenie na budowę.
– Powstaną apartamenty na wynajem i na sprzedaż – zapowiadał już ponad dwa lata temu Andrzej Pichur. – Łącznie 15 lokali o powierzchni mniej więcej stu metrów kwadratowych. Joanna Pichur, jego córka i wspólniczka ujawniła dziś jeszcze więcej szczegółów i wizualizacje nowego budynku:

Ostateczny projekt jest dziełem architekta Pawła Jaśniewicza i jego biura projektowego. Powstał na bazie koncepcji, która była tematem pracy magisterskiej Joanny Pichur na wydziale Konserwacji Zabytków na Politechnice Krakowskiej.
Obiekt został uzgodniony z Konserwatorem Zabytków i posiada aktualne pozwolenie na budowę. Projekt uwzględnia także budowę na trudnym terenie – osuwiskowym – i na dużej skarpie, poprzedzony był badaniami geologicznymi
…poinformowała Joanna Pichur. Dodała też, że zachowane zostaną pozostałości po willi Habsburgów – ogrodzenie i istniejąca do dziś kordegarda (rodzaj stróżówki). Zgodnie z zaleceniami Konserwatora Zabytków, będą one precyzyjnie odtworzone i wpisane w całość nowego założenia.
Długa walka z urzędami
Zachowanie stróżówki to swego rodzaju kompromis z Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków (WUOZ), bo jeszcze w 2017 roku Andrzej Pichur chwalił się projektem, w którym miało jej nie być. Planowany był ledwie jej zarys w nowo wybudowanym murze:

Starania o pozwolenie na budowę trwały dekadę. Nie tylko ze względu na trwające długo uzgodnienia z WUOZ. Prace rozbiórkowe rozpoczęły się już w 2015 r., jednak inwestycja… utknęła. Powodem były protesty okolicznych mieszkańców, którzy kwestionowali warunki zabudowy – obawiali się zbyt dużych gabarytów planowanego apartamentowca. Podnosili też kwestię ingerencji w skarpę i tym samym potencjalnego zagrożenia geologicznego dla sąsiadujących z tym terenem budynków. Spór trwał latami i skutecznie blokował rozpoczęcie budowy.
Wskutek uwag mieszkańców, w porozumieniu z Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, projekt został ostatecznie zmodyfikowany. Inwestor zobowiązał się też do przeprowadzenia badań geologicznych, wzmocnienia skarpy i zastosowania rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo. Minęła cała dekada, nim zdobył pozwolenie na budowę.
Mieszane uczucia mieszkańców
Andrzej Pichur i jego córka zapowiadają, że będzie to jedna z najbardziej prestiżowych inwestycji mieszkaniowych w Przemyślu. Apartamentowiec w tym miejscu już od 2015 roku budzi jednak mieszane uczucia mieszkańców. Czy w zabytkowej części miasta powinien powstać tak duży, nowoczesny obiekt:

Głosy są bardzo różne. Jedni twierdzą, że to dobra wiadomość. – Po zburzeniu w 2016 roku starej zabudowy to miejsce wreszcie przestanie straszyć – mówi nam jeden z przemyskich architektów, wolący jednak zachować anonimowość. – Gabaryty planowanego apartamentowca niepotrzebnie budzą emocje, bo przecież w tym miejscu zabudowa jest dość zwarta. Kamienice wyżej, łącznie ze Szkołą Podstawową Nr 1, niemal szczelnie wypełniają działki, o blokach za zakrętem już nie wspomnę. Sam projekt nawiązuje zaś do modernistycznego charakteru zdewastowanej siedziby „Polonii”, nie jest jakiś monumentalny i ciężki.
Pojawiają się jednak i inne komentarze. – Bryła jest chyba nieco zbyt futurystyczna, nie bardzo komponuje się z zachowaną stróżówką i murem. Sam projekt jest bardzo ładny, ale raczej nie pasuje do tego miejsca, nie tworzy spójnej przestrzeni z sąsiednimi budynkami – komentują mieszkańcy.
Joanna Pichur odpiera jednak te zarzuty: – Ulica Sienkiewicza w Przemyślu nie jest jednorodnym zespołem urbanistycznym. To zabudowa z różnych epok, o różnej skali i jakości: od kamienic historycznych, przez bloki z PRL, po współczesne realizacje, z których część sama jest dziś urbanistycznym dysonansem. W takim kontekście nie da się „dopasować” do jednego stylu, bo on po prostu nie istnieje. Projekt zachowuje skalę miejską, linię zabudowy i relację z ulicą, a jego tarasowana bryła zmniejsza masę budynku zamiast ją potęgować. Współczesna forma nie jest wadą. Jest standardem w miastach, które się rozwijają. Chaos urbanistyczny nie jest wartością, którą należy chronić.
Historia tego miejsca
Na terenie przyszłego apartamentowca na przełomie XIX i XX wieku (na pewno przed 1902 rokiem) zbudowano jeden z najbardziej oryginalnych, przemyskich budynków, tzw. willę Habsburgów:

Warto zauważyć, że także ten obiekt słabo komponował się z sąsiednią zabudową. To był bardzo osobliwy projekt, w stylu neogotyku historyzującego z domieszką eklektyzmu, typowy jedynie dla przełomu XIX i XX wieku.
Co ciekawe, w okresie międzywojennym mieszkał w tej willi… dziadek Jana Marii Rokity, Władysław Wajdowicz. W czasie I wojny światowej służył w armii, w dwudziestoleciu międzywojennym był bogatym przedsiębiorcą budowlanym, właścicielem willi i sąsiadem Zbigniewa Brzezińskiego, późniejszego doradcy prezydenta USA Jimmy’ego Cartera. Miał pięć córek. Adela – mama Jana Marii Rokity – urodziła się w 1919 roku w Jarosławiu, później mieszkała w Przemyślu, tu skończyła Gimnazjum im. Marii Konopnickiej na ul. Smolki, stąd wyjechała po maturze (1937 rok) na studia prawnicze do Lwowa. Po II wojnie światowej osiedliła się w Krakowie. Były polityk PO przyszedł na świat w 1959 roku, po śmierci dziadka. W 2005 roku opowiedział jednak o nim – na podstawie wspomnień innych członków rodziny – dziennikarzom tygodnika „Wprost”.
Był to fanatyczny endek [zwolennik prawicowego, antysemickiego Stronnictwa Narodowego – przyp. red.], ale dusza człowiek. W rodzinie mówiono mi: „Zrób tak, bo tak właśnie zrobiłby dziadek”.
W czerwcu 1941 roku w pałacyk trafiła jednak… jedna z pierwszych bomb, które spadły na prawobrzeżny Przemyśl w czasie operacji Barbarossa. Budynek spłonął, trzeba go było rozebrać. Dziś możemy podziwiać ten obiekt jedynie na zdjęciach.
Joanna Pichur komentuje: – Niejednokrotnie czytałam o tym, że należy w tym miejscu odtworzyć tę willę. Byłoby to zapewne piękne przedsięwzięcie, ale możliwe do wykonania, gdyby teren należał do miasta i gdyby od początku był na niego pomysł. Może na przykład oddział muzeum? Życzyłabym sobie także, by ten budynek stał do dziś i cieszył nasze oczy. Niestety, pozostała tylko piękna (acz trudna) działka.
Czasy powojenne
Po drugiej wojnie światowej jeden z lokalnych przedsiębiorców zbudował tam modernistyczny budynek, który następnie przeszedł w ręce Sanwilu. W 1993 roku obiekt wraz z działką zakupił Miejski Klub Sportowy „Polonia” Przemyśl, przeżywający wówczas czasy prosperity (za sprawą zarządzania świetnie funkcjonującym bazarem). Na najniższej kondygnacji działała restauracja „Barcelonka”, która w 2011 roku zyskała chwilową sławę po „Kuchennych Rewolucjach” Magdy Gessler.
W 2015 roku nieruchomość od zadłużonej po uszy Polonii przejęła spółka cywilna Legenmet, której właścicielami są dziś Andrzej Pichur i Joanna Pichur (wcześniej także nieżyjący już Zygmunt Ziober). W tym momencie zaczęły się długie starania o budowę w tym miejscu apartamentowca.
Z początku wydawało się, że budowa ruszy dość szybko, bo już w marcu 2016 roku rozebrano stary modernistyczny budynek. Ostatecznie – ze względu na opisane wcześniej perturbacje – może ruszyć dopiero w tym roku.
– Nowy obiekt będzie budynkiem współczesnym i mieszkalnym, bo taka jest decyzja inwestora – informuje Joanna Pichur. – Wierzę jednak, że ostatecznie mieszkańcy Przemyśla oczekują tego, by zaniedbany teren został zagospodarowany, a pozostałości po zabytku uchronione przed dalszą dewastacją. Nie będzie to miejsce oderwane od swojej historii. Pragnę zwrócić uwagę choćby na ornament na balkonach. To jeden z detali architektonicznych willi Habsburgów, który był obecny na ogrodzeniu, kordegardzie i budynku. Symbolicznie pojawia się też w nowym projekcie – podkreśla architektka.





