Koszykarze Niedźwiadków i piłkarze ręczni SRS Niko Przemyśl przegrywają mecz za meczem. Widoków na poprawę ich losu nie widać, bo władze samorządowe bardzo słabo dotują u nas sport…
- Przed sezonem wspomniane kluby ledwo wygospodarowały środki na ligowy start. Pieniądze z naszych podatków płyną za to szerokim strumieniem do Texom Eurobusu.
- W tym roku miasto dotuje futsalową drużynę kwotą 600 tys. zł, choć jeszcze niedawno prezydent Wojciech Bakun zarzekał się, że sport zawodowy powinien finansować się sam…
- Czy wpływ na radykalną zmianę poglądów prezydenta miasta ma fakt, że Eurobus to niedawny partner biznesowy Marcina Kowalskiego, a sam Przewodniczący Rady Miejskiej, razem z właścicielem Eurobusu, zasiada dodatkowo w zarządzie fundacji założonej przez właściciela Texomu?
Drugoligowi koszykarze Niedźwiadków grają już głównie juniorami, dlatego w większości meczów nie są w stanie nawiązać równorzędnej walki z rywalem. Piłkarze ręczni SRS Niko Przemyśl walczą do ostatniego tchu, ale też mają za sobą serię bolesnych porażek. Dlaczego jest tak źle?
Bo poziom finansowania sportu w Przemyślu od lat woła o pomstę do nieba. Zdecydowanie odstaje on od miast podobnej wielkości. Przemyśl – z własnego budżetu i z budżetu miejskich spółek – wydaje na sport i rekreację łącznie niecałe 2 mln zł rocznie.
Na pierwszy rzut oka to dużo. Ale jeśli porównamy te wydatki do innych miast tej wielkości, to… mamy obraz nędzy i rozpaczy. Minimalnie większy od Przemyśla Ostrów Wielkopolski wydaje na sport kilkanaście mln zł rocznie – dwa razy w roku ogłasza konkursy, których celem jest promocja miasta poprzez sport. W każdym z nich rozdaje klubom po 4,8-6 mln zł. Pruszków wydaje na sport łącznie 14 mln zł.
A jak jest w naszym regionie? Spójrzmy na miasto najbardziej zbliżone wielkością (liczbą mieszkańców) do Przemyśla – na Stalową Wolę. Samorząd dotuje tam sport kwotą 11 mln zł – nie liczymy tu wydatków majątkowych. Jeśli dodalibyśmy jeszcze koszty budowy hali sportowej czy boisk wielofunkcyjnych, to łączna suma wydatków na sport przekracza tam 20 mln zł.
Cień przeszłości
W Przemyślu o takich pieniądzach kluby sportowe mogą tylko marzyć… – To trochę spuścizna po czasach świetności, gdy Polonia Przemyśl utrzymywała klub z prowadzenia bazaru, a Czuwaj czerpał spore zyski z działalności gospodarczej polegającej na przeładunku towarów w porcie kolejowym Medyka-Żurawica – tłumaczy mi niskie wydatki na sport jeden z urzędników magistratu…
Ale jak to? – dopytuję. Przecież to było ćwierć wieku temu… – No tak, ale gdy urzędnicy tworzą budżet, z reguły nikt nie zakłada radykalnego wzrostu wydatków w danym obszarze. Skoro kiedyś to był promil budżetu to dla pani Skarbnik Miasta oraz osób w Wydziale Finansowym niewyobrażalne jest, by teraz to było 3-4% budżetu – odpowiada mi urzędnik dobrze zorientowany w realiach tworzenia planów finansowych w przemyskim magistracie.
Faktycznie, coś w tym jest… Tkwimy więc w takim marazmie od lat – od czasów świetności bazaru czy szerzej handlu ze Wschodem.
Odstępstwo od własnych reguł
Prezydent Wojciech Bakun jeszcze niedawno nie widział w tym żadnego problemu. W sierpniu 2024 roku skomentował na facebooku komentarz jednego z kibiców, na temat poziomu reprezentowanego przez nasze kluby piłkarskie (wówczas jeszcze grające tylko w V lidze), który widział problem braku wsparcia władz miasta. Dyskusja toczyła się przy okazji niedoszłych derbów miasta – gdy kibole Polonii nie pozwolili piłkarzom opuścić stadionu przy Sanockiej i rozegrać meczu z Czuwajem. Wojciech Bakun twierdził wówczas, że miasto powinno finansować jedynie sport młodzieżowy – treningi dzieci i młodzieży. Przekonywał też, że sport zawodowy, sport dorosłych musi utrzymywać się sam, ze środków od prywatnych sponsorów.
Minął jednak rok i… głoszona przez niego reguła poszła w niepamięć. Na jednej z ostatnich sesji Wojciech Bakun pochwalił się, że w ostatnich dwóch latach wydatki na sport w mieście szybko rosną. Faktycznie wzrosły. Problem w tym, że nikt – poza jednym klubem – tego kompletnie nie odczuł.
Beneficjentem zwiększonych wydatków jest głównie Texom Eurobus Przemyśl. Futsalowa drużyna, która – jak opowiadał na sesji Rady Miejskiej prezydent miasta – w tym roku może liczyć na wsparcie rzędu ok. 600 tys. zł.
Na układy nie ma rady?
Koszykarze i piłkarze ręczni, reprezentanci dyscyplin o znacznie większych tradycjach sportowych w Przemyślu niż futsal, o takich pieniądzach mogą jedynie pomarzyć. Trzeba to powiedzieć wprost – na tle Texomu Eurobusu dostają ochłapy. Przykład? SRS w 2018 roku otrzymał 247 tys. zł dotacji, w 2024 r. tylko 168 tys. zł. Dlatego szczypiornistom i koszykarzom pozostaje „kaparzenie” i rozpaczliwa walka o choćby jedną, ligową wygraną.
Moi rozmówcy z magistratu podpowiadają, że za szczodrością miasta dla Texom-Eurobusu stoi jedna postać. Ich zdaniem wpływ na uprzywilejowanie futsalu mają nie tyle sukcesy klubu (w zeszłym sezonie 4 miejsce w ekstraklasie), co bliskie powiązania właścicieli Texomu i Eurobusu – prezesa i wiceprezesa klubu – z drugą osobą w mieście:

Na zdjęciu Monika Jaworska oraz Marcin Kowalski, ps. „Krok po kroku”, przewodniczący Rady Miejskiej i jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Wojciecha Bakuna. Łatwo odnaleźć jego powiązania z biznesmenami prowadzącymi futsalowy klub z Przemyśla. Razem z właścicielem Texomu Krystianem Wosiem i właścicielem Eurobusu Mariuszem Frankowem zasiada on w zarządzie Fundacji Krystiana Wosia „Razem Budujemy Dobro”. Jest też partnerem biznesowym Mariusza Frankowa, któremu – jak dowiadujemy się z oświadczenia majątkowego – sprzedał za 100 tys. zł udziały w spółce SN Start.
Marcin Kowalski był także wspólnikiem Pawła Żurawskiego (razem prowadzili interesy, razem zasiadają w zarządzie Stowarzyszenia Kibiców Polonii Przemyśl). Żurawski – już po zwycięskim dla Texomu przetargu na budowę basenu – zaczął pracować dla tej firmy. Od stycznia 2024 roku pełni funkcję pełnomocnika zarządu ds. komunikacji i PR. Dodajmy, że to były mąż Moniki Jaworskiej, radnej ostatnich dwóch kadencji, przewodniczącej Komisji Gospodarki Rady Miejskiej i jednej z najbardziej zaufanych osób Wojciecha Bakuna.
Historia Texomu – suche fakty
Firmę Texom założył Krystian Woś, syn byłego burmistrza Sieniawy Adama Wosia. Wcześniej przez lata pracował on w dużej szwedzkiej korporacji budowlanej SKANSKA, niegdyś realizującej wiele inwestycji publicznych w Polsce i na całym świecie. W pewnym momencie firma zmieniła jednak strategię. Pod wpływem oskarżeń o korumpowanie urzędników publicznych m.in. w Czechach i w Argentynie – zaczęła wycofywać się z rynku zamówień publicznych w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dziś skoncentrowana jest na inwestycjach deweloperskich, na rynku prywatnym.
Krystian Woś odszedł z tej korporacji i założył własną firmę, Texom. W kilka lat jego spółka zbudowała ponad miliardowe przychody, zarabiając głównie na kontraktach publicznych. W czasach rządów PiS wygrywała wiele przetargów na modernizację dworców kolejowych, remontowała też np. za sumę ponad 45 mln zł duży budynek Straży Granicznej w Nowym Sączu.
Po 15 grudnia 2023 r. Texom też dobrze sobie radzi. Ostatnio po przekształceniu spółki z o.o. w spółkę akcyjną, w Radzie Nadzorczej Texomu znalazło się miejsce dla Sławomira Nowaka, oskarżanego przez ukraińskie służby o korupcję za naszą wschodnią granicą.
Texom wygrał w Przemyślu dwa duże zamówienia publiczne. Za ponad 80 mln zł buduje basen w Przemyślu. Warszawska spółka ERBUD, która minimalnie przegrała rywalizację o ten kontrakt ze spółką Krystiana Wosia, w oficjalnym odwołaniu do Krajowej Izby Odwoławczej zarzuciła miastu faworyzowanie Texomu. W jaki sposób? Poprzez m.in.:
- punktowanie doświadczenia firm jedynie z ostatnich pięciu lat (w sytuacji gdy budowa basenu trwa średnio 2,5 roku)
- dodatkowe punkty w przetargu za realizację inwestycji z ruchomym dnem, których Texom miał najwięcej. Zdaniem konkurenta ruchome dno nie jest tak skomplikowaną technologią, by w sposób szczególny faworyzować tu akurat wykonawcę realizacji basenów z tą właśnie specyfiką.
Texom otrzymał też 9,2 mln zł na zaadaptowanie niszczejącego budynku przy stoku narciarskim – zbudował w Przemyślu Centrum Dowodzenia Twierdzy Przemyśl. Na tę inwestycję miasto wydało 90% środków z funduszy norweskich (projekt „Razem Zmieniamy Przemyśl”), które w założeniu miały nieco zahamować utratę funkcji społeczno-gospodarczych, czyli mówiąc krótko degradację Przemyśla…
Co ciekawe, w przetargu na dokończenie budynku na stoku – mimo sporej wartości zamówienia – Texom praktycznie nie miał konkurencji. Były tylko dwie oferty. Drugą – na kwotę 11,66 mln zł – przedstawiła firma specjalizująca się w wyposażeniu basenów. Nikłe zainteresowanie przetargiem mogło wynikać z faktu, że w tym przypadku trzykrotnie – po ogłoszeniu przetargu – zmieniano specyfikację warunków zamówienia (ostatni raz 6 dni przed otwarciem ofert), sześciokrotnie też uzupełniano dokumentację techniczną.
Pytania o konflikt interesów
Czy współpraca Marcina Kowalskiego z Krystianem Wosiem, właścicielem Texomu, nie oznacza w ogóle konfliktu interesów? W teorii przewodniczący Rady nie ma bezpośredniego wpływu na działania urzędników miejskich, na przetargi czy na przyznawanie dotacji przez Wydział Edukacji i Sportu. W praktyce? – Jest bardzo skuteczny – opowiada mi jeden z urzędników. – Mamy trochę taką sytuację jak w latach 2000-2002, w czasach prezydentury Mariana Majki, gdy niby rządził prezydent, ale faktycznie o wszystkim decydowało dwóch wpływowych radnych. Teraz jest panoszący się po pokojach urzędników przewodniczący Kowalski, który traktuje ludzi jak swoich podwładnych, wydaje im polecenia, rozlicza… Choć przełożonym urzędników nie jest. Od poleceń jest prezydent, zastępcy, naczelnicy wydziałów, dyrektorzy jednostek organizacyjnych i zakładów budżetowych, a nie choćby najbardziej wpływowy radny. Urzędnicy boją się jednak o pracę więc ulegają. No i mamy tu trochę taki bantustan.
Czy miejskie wsparcie na sport naprawdę powinno – w tak lwiej części – pójść akurat na zawodową drużynę będącą własnością Mariusza Frankowa i Krystiana Wosia? Gdyby Przemyśl wydawał kilkanaście milionów złotych na sport – zrozumiałbym. Ale w mieście, w którym nikt nigdy takich pieniędzy od miasta nie otrzymywał, jest to co najmniej dziwne. Szczególnie w kontekście tego, co jeszcze niedawno mówił o finansowaniu sportu zawodowego sam prezydent miasta Wojciech Bakun.
Cóż… Jest jak jest i zapewne niewiele się w tej materii zmieni. Tylko piłkarzy ręcznych i koszykarzy żal. Bo przy tak niekorzystnym dla nich podziale środków, przy tak nierównym traktowaniu dyscyplin halowych, utrzymanie seniorskich drużyn szczypiornistów i koszykarzy w lidze – choćby na obecnym, trzecim szczeblu rozgrywkowym w Polsce – będzie po prostu cudem. Szkoda, bo koszykówka i piłka ręczna mają u nas ogromne tradycje. Do dziś wielu z nas wspomina sukcesy reprezentantów tych dyscyplin z nostalgią. Byłoby źle, gdyby za kilka miesięcy zabrakło ich w rozgrywkach na szczeblu centralnym. A na to niestety się zanosi….
Andrzej Orzechowski







Ile osób głosował na pana Bakuna w ostatnich wyborach????
W 2018 roku – 17 682 głosów, w 2024 – tylko 11 684, spory spadek zaufania.
Z reguły jest odwrotnie, czyli pierwsze wybory męka a później duża rozpoznawalność, dobre oceny i łatwe zwycięstwo już w I turze. U nas Bakun potrzebował za każdym razem II tury.